Szukaj:Słowo(a): Zbiór najpiękniejszych bajek
1
1. Hrabia Monte Christo, czyli opowieśc o zemście i wielu innych ciekawych rzeczach.. Przy okazji piekny pokaz potęgi jednego człowieka...i jego pieniędzy.
2. ,,Opowieści z Narni" - najpiekniejsza bajka (a w zasadzie zbiór bajek) jaka było mi dane przeczytać.
3. ,,Saga o wiedźminie" - 5 tomów intelektualnej potegi Sapkowskiego (+ nowele)
4. ,,Buddenbrookowie" Manna. Czytałem dawno temu, ale ta saga na zawsze pozostanie w mojej pamięci (w przeciwieństwie do nazwiska bohaterów, które notorycznie źle piszę)
5. ,,Gubernator" Roberta Penn'a Warren'a. Genialna opowieśc o władzy, polityce i takich bajerach.
6. ,,Na wscód od Edenu" Steinbecka. Czy tu trzeba coś dodawać...?

Kolejność przypadkowa.
Pzdr.
Witam
Ciekawa jestem czy ktoś ze swojego dzieciństwa pamięta ten piękny zbiór opowiadań Całkowicie różni się od bajek Andersena czy braci Grimm.Z tego co wiem nie jest obeznie wydawany, a to wielka szkoda!! ja np. mam wydanie z lat '60. Może znajdziecie je i w swojej biblioteczce, jeśli tak to zachęcam do czytania bo są trochę jak "Mały ksiąze" w każdym wieku zachwyca w nich co innego.. Najpiękniejsze opowiadanie to te o "Żelaznym Wilku", i "Fajce która spadła z nieba"
Pozdrawiam

_________
Przeniosłam do odpowiedniego działu
barwinka
Na Wyspie Sobieszewskiej dokonano interesującego znaleziska. W jednym z domów właściciel odnalazł na strychu stare szklane płytki negatywowe. Właściciel wspaniałomyślnie przekazał zdjęcia dla Domu Kultury "Wyspa Skarbów".

Szklane negatywy fotografii (pochodzące prawdopodobnie z lat 1945. – 1950.) w ilości szt.: 134 sztuk (format 4,5 x 6 cm), 16 sztuk (format 9 x 12 cm), 15 sztuk, w tym 1 stłuczony, (format 9 x 6 cm). Znaleziono je na strychu domu z początku XX w. stojącym na wale w Gdańsku Świbnie. Schowane były w drewnianej skrzynce. Materiały fotograficzne były niemieckie, firm Agfa oraz Opta (zachowało się pudełko po negatywach Ultrapan), te ostatnie wyprodukowane były w Bydgoszczy, a oznacza to, że były produkowane w latach 1944 – 1940 w przejętej przez Niemców przedwojennej znanej fabryce materiałów fotograficznych Alfa.

Fotografie zachowane w dobrym stanie przedstawiają ludzi, dom, w którym zostały odnalezione. Zostały wykonane prawdopodobnie niedługo po zamieszkaniu tam Polaków. Według relacji najstarszych mieszkańców Wyspy Sobieszewskiej, do których dotarliśmy, zdjęcia te przedstawiają min. oficera Wojska Polskiego Pana Wróblewskiego i jego córkę Annę. Stroje folklorystyczne na fotografiach pochodzą prawdopodobnie z terenu południowej Polski (region krakowski, elementy stroju rzeszowskiego), choć redukcja długości spódnic, niewielkie fartuszki, wskazują na zaadoptowanie stroju do współczesnej dziewczynom mody. Książka „ABC małe abecadło”, którą czyta dziewczynka na fotografii pochodzi z serii „Najpiękniejsze bajki opowiedział wujcio Kostuś”. Wydało ją krakowskie wydawnictwo Graphische ,, Akropol" Krakau. Przed wojną nazywało się ono Salon Malarzy Polskich i było uznawane za największe krakowskie wydawnictwo pocztówek. Podczas okupacji firma działała jako Graphische Anstalt "Akropol" Abteilung Bild und Postkartenverlag lub Verlag Salon Polnischer Maler in Krakau. Z kolei wagon towarowy przedstawiony na zdjęciu opatrzony jest włoskimi napisami.

APEL
Poszukujemy osób lub ich krewnych:
- autorów zdjęć,
- osób sportretowanych,
- wszystkich tych, którzy są w stanie rozpoznać sportretowanych ludzi i miejsca.
Prosimy też o pomoc tych, którzy mogliby powiedzieć nam więcej o realiach czasów, w których powstały fotografie np. rozpoznać mundury.

W najbliższym czasie planujemy zorganizowanie wystawy i wydanie albumu prezentującego znalezione zdjęcia. Odbitki staną się tez częściami zbiorów Muzeum Wyspy Sobieszewskiej, które należy do zarządzanej przez „Wyspę Skarbów” Izby Pamięci Wincentego Pola.

W związku z tym poszukujemy:
- sponsorów,
- wydawcy katalogu,
- miejsca (dużej trójmiejskiej galerii), w której moglibyśmy zaprezentować 165 zdjęć wykonanych jako wielkoformatowe odbitki,
- osób, które mają inne stare zdjęcia, materiały lub przedmioty z Wyspy Sobieszewskiej

Prosimy o kontakt:
Dom kultury „Wyspa Skarbów”
ul. Turystyczna 3
80 – 680 Gdańsk Sobieszewo
tel./fax (0 58) 323 91 15
www.wyspaskarbow.gak.gda.pl
e-mail: wyspaskarbow@gak.gda.pl

Powyższy apel oraz galerię niektórych zdjęć znaleźć można tutaj
Czyli, ze nie mozna w ogole mowic o zmianie swiata jako takiej, a tylko o zmianach w jego postrzeganiu przez ludzi.



W sumie prawda, pozwolilem sobie na skrot myslowy. Ale...

Jesli wiec mowimy o swiecie Maga to niestety, ale tylko w ludziach mozna sie doszukiwac przyczyny tego stanu rzeczy, paradoksalnie to oni rowniez sa nosnikiem skutkow tego stanu, ale to juz inna bajka.



Hmm, wydawalo mi sie, ze zdolnosc "kontrolowania" rzeczywistosci mieli wylacznie Przebudzeni. Inaczej, Przebudzeni kreuja swiat, w ktorym obracaja sie Spiacy. Przebudzeni sa jednak w mniejszosci, wiec w dalszym ciagu obstawalbym przy swoim zdaniu. => Swiat ogarniety jest Statyka, bo Technokracja trzyma wszystkie sznurki sluzace do manipulowania wizja przecietnych zjadaczy chleba.

To sie nazywa "nieswiadomosc" czyli poruszanie sie w iluzji



Tu wrecz nie moglem sie powstrzymac od stwierdzenia, ze to utarty schemat postrzegania. Ale nieprawidlowy. Sama nazwa "Nieswiadomosc" powinna sugerowac, ze mowimy o czyms czego nie ogarniamy swiadomoscia. Zas wedrowanie w iluzji moze byc w pelni swiadome (w znaczeniu, ze nie musimy sobie zdawac sprawy, ze obrazy sa falszywe, wazne ze w obrebie swojej wiary w otoczenie swiadomie dokonujemy wyborow). W praktyce, o Nieswiadomosci nie da sie nic konkretnego powiedziec - to juz zakladali Freud i Jung... To byl bezczelny offtop z mojej strony.

Sorki, ze tak troche nie na temat, ale ksiazki o rozwoju czlowieka od A-Z kompletnie do mnie nie trafiaja, bo tak naprawde kazdy moze napisac wlasna, rownie madra.



Moze to schorzenie wywolane studiami, ale podreczniki opisujace mechanizmy zachowan malych dzieci (a takze tych wiekszych ) sa dla mnie ostatnio jak najpiekniejsza poezja. Ale w sumie kompletnie przestalem tez wierzyc w istnienie wolnej woli, wiec czego po takim zboczencu oczekiwac... Tak czy tak, te wizje mozna przelozyc na dobre scenariusze, czy tez raczej w oparciu o wiedze zawarta w podreczniku do rozwojowki mozna stworzyc cos naprawde ciekawego. Az zaluje, ze jedne i drugie studia zabieraja mi tyle czasu. Pogralby sobie czlowiek, poprowadzil cos...

przez pryzmat naszego wspanialego, skorumpowanego, pozbawionego skrupulow i niemalze wyzutego z uczuc swiata.



Taki jest raczej WoD . Nasz swiatm jesli sie przypatrzec, wcale nie jest taki szary i zly. Sam fakt, ze mozna wychowac wspaniale dziecko, obserwowac jak rosnie, uczyc go jak omijac "rafy zycia". To wiecej niz tworzenie dziela sztuki. Oczywiscie poza tym jest jeszcze wiele pieknych elementow. Majac te swiadomosc ostatnio reaguje z rozdraznieniem na ksiazki osadzone w ponurym swiecie, pozbawionym dobra. Choc pewnie mi przejdzie, za jakis czas . Ale zainteresowales mnie, po Marqueza chetnie siegne, jak znajde czas.

Slowo "czlowieczenstwo" w tej dyskusji ma wydzwiek negatywny i najczesciej uzywane jest jako okreslenie zbioru ulomnosci/ograniczen.



Chyba te ograniczenia sa najpiekniejsze. Zawsze interesujaca byla dla mnie gra mortalem, swiadomosc wlasnej slabosci w porownaniu z nadnaturalami nadaje szczegolny posmak kazdemu zwyciestwu! W kazdym razie, utrata czlowieczenstwa w skutek Przebudzenia to wielkie ryzyko; choc niedoceniane. Nie wiem czy ktokolwiek jest w stanie odgrywac porzadnie nadnaturala, a mag i wampir wydaja sie juz szczegolnie trudni. Tak czy tak, daleko mi do uzywania tego slowa w charakterze obelgi .
Ref.: x2
[Waco]
Ty nie pytaj co się stanie, kiedy złapię cię
Sam tego nie wiem, nie wiem co się stanie gdy
Ty i ja znów sami, splątani ramionami
Jesteś tu, jesteś tu

[Fu]
Teraz słodka zwrotka, stokrotka dla mojego kotka
Bo ochotka dziewczynko na ciebie nigdy nie gaśnie
Na serio czuje to wyraźnie
Niekończący się romans na poważnie
Ty i ja, atrakcja, przyjemność zdarzeń
We śnie jesteś królową moich marzeń
Cenna każda chwila, mam debila na twoim punkcie
Gdy widzę znów cię, objął bym cię
Ubezpieczył twoją dupcie tu i ówdzie
Piękne kształty wszędzie, czekam aż ten dzień nadejdzie
Gdy zabiorę cię do krainy miłości
Czy ty masz pojęcie, chyba tak, nie jesteś w błędzie
Bo stan moich uczuć staje się wyższy
Przy tobie wzrasta ogień, staje się mniejszy
Ciężki charakter przy tobie może odpocząć
Twój zapach doprowadza mnie do frustracji
Wariacji, zabawy jak w wannie
Stworzony jestem dla ciebie, a ty dla mnie
To jest dla mnie ważne, niech każdy zgadnie

Ref.

[Pono]
Wiesz co ci zrobię jak cię złapię ?
Przy rapie na kanapie, czar par
Podrapiesz mnie czule, ja cię przytulę
To jak dar za który dziękuje co dzień rano
Bo czuje się tak jakby cię z nieba mi zesłano
Splątani ramionami ty i ja, trwamy sami
Związani spojrzeniami w błogostanie
Jak okład na ranie dający kojący doznanie
Poważnie, nie miej mi za złe, że się czasem z tobą drażnię
Czasem się zbłaźnię, lecz to wszystko dla ciebie
Mówię ci to, bo może tego nie wiesz
Przecież mi na tobie zależy, śmiejesz się
Jak cię złapię zrobię tak, że mi uwierzysz
Nie wiesz, że mam coś dla ciebie
To jest niespodzianka, to cię zdziwi
Drzwi i z wewnętrznej strony klamka
I my w ponętnym uścisku, w cieniu świecy błysku
Miłosne gry zakrapiane winem
Mam dziewczynę, pale dżoja
Jestem twój, jesteś moja, więc się nie bój

Ref.

[Koro]
Serwus diabełku, czuje do ciebie słabość
Nie chodzi tylko o nagość, choć prezentujesz najwyższą jakość
Lubię twą śmiałość, a swoją drogą
Swoją dłonią smyrając twoją figurę sportową
Zdarza się być w transie, w trakcie, na relaksie
Kuszące spojrzenie uwodzi mnie
Mimika twarzy mówiąca wiele
Czuje twój oddech na ciele
Ty wiesz co lubię, co lubisz wiem i ja
To spontaniczna historia
Rzeczą normalną jest euforia
W takim przypadku po gładkim ciałku szorstkim jęzorem
Tylko pachnąca czystość Dore
Skończyła się kaseta nie w porę
Chwilunia, przerzucę ją na drugą stronę
I znów razem, blisko siebie sami
To wszystko, reszta zostanie między nami
Do zobaczyska

Ref. x3

/Zipera - Co Ci zrobię jak Cię złapię/

Taka troszkę ostra w niektórych miejscach.. ale podoba mi się... niektóre fragmenty jakby wycięte z ust mojego Skarba...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dobrze mnie znasz, nie rok, nie dwa
Och, nikt nie jest wolny od wad
Dlaczego więc my – i ja, i Ty
Nie chcemy odkryć kart
Kwiaty mi kup, rzuć je do stóp
W ramiona szybciutko mnie weź
To właśnie ja w najśmielszych snach
Wyśniłam taki dzień

Kochaj mnie tak, jakbyś chciał bym ja
Kochała też Ciebie przez życie całe
Kochaj mnie tak, choćby milion lat
Dopóki ten świat kręcić się dalej chce

Nocą i dniem, senność i brzeg
Nie żałuj mi słodkich słów
Zabierz mnie tam, gdzie bywasz sam
Bez Ciebie świat jest mdły
Odważny bądź, zawsze mnie broń
Przed kimś, kto myśli ma złe
Wybaczaj mi, gdy błądzę z nim
Nie gniewaj wtedy się

Kochaj mnie tak, jakbyś chciał bym ja
Kochała też Ciebie przez życie całe
Spróbuj mi dać coś, co krótko trwa
Tak mądrze, bym mogła mieć to stale
Kochaj mnie tak, aby miłość Twa
Przetrwała jak zbiór najpiękniejszych bajek
Codziennie świat, żeby inną miał
A każda niech trwa bez końca dalej
Dalej, dalej

Kochaj mnie tak, jakbyś chciał bym ja
Kochała też Ciebie przez życie całe
Spróbuj mi dać coś, co krótko trwa
Tak mądrze, bym mogła mieć to stale
Kochaj mnie...
Och, kochaj mnie...
Zawsze kochaj mnie

/Zdzisława Sośnicka - Kochaj mnie/

Jeśli Kotek kocha mnie tak mocno jak ja jego.. to niczego mi do życia nie potrzeba


Setki bajek napisano
o Jasiu niemądrym podobno
choć wielu mądrzejszych od niego
to on zdobywa królewnę nadobną

To on przynosi wodę żywą
i smoka kładzie na łopatki
siedem much zabija od razu
i jest ukochanym synem matki

A że śmiechu nam daje niemało
to prawda, lecz cóż w tym złego?
Nim "głupim" Jasia nazwiesz
pomyśl najpierw...
w czym mądrzejszy jesteś od niego....

Witaj, Jasiu...


Jasiu........ mam nadzieję, że ta cnota śmiechu wybaczy mi ten wierszyk... ..... A i Tuwim się nie pogniewa........

Jasiu Pierwszak na Śląsku mieszka.
Białą ma skórę ten nasz koleżka.

Uczy dzieciaki przez całe ranki.
Z tej religijnej Pierwszej Czytanki.

A gdy do domu ze szkoły wraca.
Psoci na forum – to Jego praca.

Aż mama krzyczy; „Jasio, łobuzie!”.
A Jasio wesoło nadyma buzię.

Mama powiada: „Napij się mleka”.
A On na forum mamie ucieka.

Mama powiada: „Chodź do kąpieli”.
A On ucieka szybko do pościeli.

Lecz mama kocha swojego synka.
Bo dobry chłopak z tego Pierwszaka.

Dobrze, że Jasio taki wesoły.
Przyszedł tu do nas, formowej szkoły.............

Jasiu. Fajny wierszyk - ma w sobie tyle fantazji.Jednak to z pewnościa tylko żartobliwe podejście do imienia. Znam Baaardzo madrych Jasiów i Janków i Janów
Ps Ja tez mam imie ,które kiedys kazdy z nas uzył sie pisac z elementarza-ALA MA KOTA.
Były tez i wierszyki typu:
Ala ma kota
a kot ma Alę
Ala go kocha
a kot ją wcale



Dla Mamy

Tę dłoń pomarszczoną, suchą i drobną całuję
Co moją silną rękę, na roli zaprawioną
Tyle razy od omdlenia podtrzymuje

I postać malutką, jak pytajnik idącą ku kościołowi
Śledzę oczami z rozczuleniem i wielką miłością
Bo Ona do Boga idzie, prosić dla mnie o łaski się sposobi

I płaczę, gdy o Jej odejściu myśl czasem mi w sercu staje
Krzycząc w swej myśli - nie zostawiaj mnie MAMO!!!
A ona znad garnka uśmiech pomarszony mi daje
Synku, ja jutro będę tu, tak jak dziś samo.....
30. III. 2005r

Ojcu naszemu

Te lata, którymi na Ziemi żył z nami
Najpiękniejszymi nazwę latami.
I wiem, że kiedyś zostaniemi sami,
I że zabraknie Go między nami...

Ale gdy chwila nadejdzie nieubłagana,
Gdy łzy policzki zroszą się mgłą rozpaczy,
Uśmiechnę się, bo Miłość przez Niego zasiana
Żyć resztę życia pozwoli mi inaczej.

I wrócę ufności pełen do domu,
z policzka wilgoć dłonią ocierając.
I zła już nie wyrządzę nigdy nikomu,
O Jego posłaniu na Ziemi pamiętając

Pomniki - po cóż one powstają człowiekowi?
Gdy pomnikiem najwięszym o człowieku jest pamięć.
Tak jak trele dają siłę słowikowi,
By wznieść się ponad życia zamieć...
02. IV. 2005r

Milczenie

Jak zwierzę, co cierpiąc krzyku nie wydaje
jak liście wiatrem do szelestu zmuszane
jak łódź, którą dopiero fala wprawia w bujanie
jak nicość, wypełnić której niczym się nie da

Wstajemy po tragedii do życia gotowi
Z energią i wiarą się doń sposobić
I każdy z nas wierzy, że coś zrobi
I ufa, że duszę swą w końcu odnowi

Wiary do tego potrzeba, i to nie w Boga wiary!!!
Na wszystko, na miłość, na dobro co na nas czeka
Innej nam trza wiary - wiary w człowieka!!!!

Milczenie krzykiem się stanie, cierpienie solą miłości
Podniesie się człowiek po stracie najboleśniejszej w dziejach ludzkości....
07. IV. 2005r
WYDARZENIA

1. Alchemia – maraton reggae – koncert 3 zespołów na żywo.
2. Babie lato – Jak olśnić księżyc nocą, czyli jak być piękną Madame Pompadour – pokazy, muzyka, wystawy.
3. Flash Pub – STEP AHEAD NIGHT - impreza clubbing'owa z muzyką puszczaną na żywo przez DJ's: Seb [breakbeat, electro], Mat G [house, classic funky breaks], Novicky [progressive house].
4. III Aleja – hity z czarnej płyty
5. Gruszka – koncert w stylu Blues Brothers oraz dj Haema, połączony z promocją własnej płyty.
6. Skrzynka – koncert Jarosława Woszczyny.
7. Topollino – wernisaż „Wenecja 24 h”- fotografia.
8. Pani Dulska - Ryngo Czad – X projekt - koncert-niespodzianka częstochowskiej grupy, Oftenhide – występ częstochowskiej grupy teatralnej, Pseudoliteracka grupa "Blee" - prezentacja wesołej twórczości. Wystawa Filmowa "Chacifde" - projekcja filmów amatorskich, Lipa – kabaret.
9. Utopia – wyścig gryzoni, slam poetry, koncert zespołu „świetliki”.
10. Oslo – pokaz ważenia piwa przeprowadzony przez Bractwo Piwne oraz zabawa taneczna.
11. Rue de Foche - Wystawa grafiki i form rzeźbiarskich "Testament jurajski" - Grażyna Frankiewicz - Kabzińska, Krzysztof Piechotki.
12. Galeria Dizajn – projekt „Piękni mężczyźni”, wystawa plakatów.
13. Boston - zabawa w stylu „Gorączki Sobotniej Nocy”.
14. Fanaberia - przegląd młodych kabaretów.
15. Klimaty – wystawa haftu, grafiki oraz rzeźby przy akompaniamencie pianina
16. Viva – Hip hop noc.
17. Blikle – standardy światowej.
18. Cafe Bianco – koncert Time Square.
19. Absynthion (C.B.C) - konkurs gry w scrabble oraz projekcja kultowych bajek takich jak „Wilk i Zając” czy „Sąsiedzi”.
20. Da Vinci - koncert smyczkowy.

DZIAŁANIA W PLENERZE

1. Fire show, laser show, szczudlarze, pokaz puszczania dużych baniek – program artystyczny grupy “Przestrzeń”.
2. ściana na Placu Biegańskiego: rymy częstochowskie – jednostronna ściana przeznaczona dla przechodniów na pisanie rymów częstochowskich – projekt nadzorowany przez Mateusza Szkopa.
3. Scena na Starym Rynku – Septeto Nacional.
4. Dziedziniec "Pan Wu" - ściana tylna CH Schott - RAŻENI PIORUNEM - koncert częstochowskiego zespołu rockowego, w nowej krótkiej formie, SLAJD - FILM SHOW Polska i świat - plenerowy pokaz multimedialny - wizualizacje, slajdy, krótkie filmy. Autorzy prezentacji: Małgorzata Króliszewska - koordynacja, Marcin Króliszewski, Matylda Sałajewska

INSTYTUCJE KULTURALNE

Teatr im. A. Mickiewicza

„Ogrodowe spotkania poetyckie” – Zofia Kucówna zaprezentuje wiersze Haliny Poświatowskiej, miejsce: ogród należący do brata Haliny Poświatowskiej, Zbigniewa Mygi.

Muzeum Częstochowskie

Wystawy:
- Pawilon wystawowy w Parku Staszica: Najpiękniejsze owady świata.
- Pałac ślubów: Historia chleba: Wystawa ze zbiorów Muzeum Wsi Radomskiej.
- Zagroda Właściańska: Nikifor z Krynicy – wystawa malarstwa słynnego prymitywisty krynickiego.

Spotkania w Pawilonie Wystawowym w Parku Staszica:
- Spotkanie z Krzysztofem Muskalskim, podróżnikiem i pasjonatem odkrywania ciekawostek znajdujących się poza tradycyjnymi szlakami.
- Spotkanie z Janem Bieńkowskim – właścicielem i twórcą kolekcji egzotycznych owadów.
Spotkanie w Ratuszu-odwachu
- Symbole miasta i samorządu (opowieść o historii Ratusza, o symbolice miasta: fladze, herbie, chorągwi) - spotkanie prowadzone przez Janusza Jadczyka.

Biblioteka Publiczna

Wieczór poezji, i wspólnego śpiewania piosenek pt: „Na poddaszu u malarza” – spotkanie prowadzone przez Aleksandra Markowskiego.

Ośrodek Promocji kultury „Gaude Mater”

Maraton Chopinowski – grają polscy pianiści, uczestnicy XV Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego.

Regionalny Ośrodek Kultury

Koncert talentów – zaśpiewają laureaci „Szansy na sukces” z regionu częstochowskiego: Anna świątczak, Arkadiusz Kluba, Krzysztof Drunda, Sebastian Wypych, Bogusław Wróblewski, Łukasz Matuszczyk.

Galeria ART. FOTO

Wystawa Bułgarskiej Fotografii Artystycznej.
Jeszcze do końca sierpnia w budynku głównym Uniwersytetu Humboldtów przy Unter den Linden 6 trwa wystawa pt. „Bracia Grimm w Berlinie”. Można ją oglądać za darmo od poniedziałku do piątku w godzinach 8 do 22 – ej, a w sobotę od 8 do 16.30

Okazją do zorganizowania tej wystawy jest 150 lat, jakie upłynęło od powstania pierwszego „Słownika niemieckiego”, a właściwie ukazania się I tomu tego słownika. Pomysł i opracowanie słownika jest dziełem obu braci Grimm, co dla wielu jest dużą niespodzianką, bowiem nazwisko obu braci kojarzą tylko z bajkami.

Wilhelm i Jakub Grimm za głoszenie liberalnych poglądów zostali wydaleni z uniwersytetu w Getyndze. Znaleźli przystań i pole dla swojej naukowej działalności w Berlinie, w którym zostali aż do śmierci. Obaj zamieszkali wraz z rodzinami przy Dorotheenstarse i uważali, że Berlin jest najpiękniejszym miastem, jakie widzieli.

Zbiory pokazane są w holu głównym uniwersytetu na tle ściany pełnej książek. Jest to przedstawiona na dużym płótnie słynna, pełna starodruków i cennych książek biblioteka obu braci.

Zgromadzono tutaj wszystko to, co było dniem codziennym obu uczonych. Książki, rzeczy osobiste, wzruszające sprzęty domowe, na przykład takie jak wazon, z – którym jeden z braci nie rozstawał się od czasów studenckich. Portmonetka na monety, która i teraz pełniłaby z powodzeniem swoją rolę, a ile nadawałaby szyku ?

W maleńkiej wnęce jest kilka autentycznych mebli z salonu i zegar z epoki. Głośno odmierza czas i jak informuje tabliczka, odgłosy zegarowego tykania są takie same , jakie wydawał mechanizm przed stu pięćdziesięciu 150 laty.

Obaj bracia zostawili po sobie wiele dzieł naukowych dotyczących języka niemieckiego i jego historii. Właśnie przy okazji badań nad dziejami języka zaczęli zbierać różne, krążące wśród prostych ludzi historie, które dały początek ich znanych w całym świecie bajkom. Obu też można śmiało nazwać twórcami nowoczesnej germanistyki i językoznawstwa. Wydali wspólnie wiele publikacji ważnych dla rozwoju i historii języka niemieckiego, jedną z nich, był „ Słownik niemiecki” -przedsięwzięcie ogromne i trwające wiele lat. Po śmierci pomysłodawców prace nad słownikiem, podjęli inni uczeni, aby ostatecznie zakończyć dzieło wydaniem 32 tomowej, pełnej edycji „Słownika niemieckiego” dopiero w 1961 roku.

Bracia Grimm kojarzą się wszystkim jednoznacznie ze światem bajek i światem dzieciństwa.

Jednym te historyjki się podobają, inni uważają, że za dużo w nich okrucieństwa. Motywy tych bajek są wieczne, bo przecież zawsze chcemy, aby dobro zwyciężało, a ktoś mały i niepozorny okazał się nagle godny podziwu.

Bajki z dzieciństwa wracają do nas w postaci niezwykle popularnych filmów rysunkowych przeznaczonych dla widzów od lat dwóch do stu. Obie części Shreck’a oparte są na motywach zaczerpniętych z bajek Braci Grimm - o czym nie bez dumy - tuż przed premierą - informowały niemieckie gazety.

tekst: Aleksandra Pielatowska
TIMMAN JOHAN-TRIP INTO THE BODY( AUDIO WORKS)’81
Holender Timman po tym jedynym albumie (jest jeszcze singiel Close Encouters Of Third Kind) zamilkł ale ponoć nadal tworzy w swym amsterdamskim JAT Studio i odgraża się że wyda nową płytę. Wędrówkę z mózgu do kolejnych składników organizmu (krew, komórki, antyciała itd.) odbywamy w oparach tradycyjnych brzmień syntezatorów analogowych wzbogaconych automatem perkusyjnym i wokoderem. Przypomina to trochę Cold Wave i pop syntezatorowy z tamtych lat w melodyjnej oprawie. Świetne jest zwłaszcza The Lungs a całość przypomina tematyką kreskówkę „Było sobie życie”, którą namiętnie ogląda mój prawie 5 letni syn. Klasyczne granie w koncepcyjnym zamyśle, które pozostaje na dłużej w pamięci –zdecydowanie polecam.
XOLOTL BERNARD-LAST WAVE’82
Dość zimne, pełne wewnetrznego smutku dźwięki wprowadzają nas w nastrój tej płyty. Pojawia się sekwenserowanie w wysokich rejestrach a wszystko to unurzane w nadal raczej posępnym nastroju. Im dalej w las to glissandowe granie z minimalistycznymi ozdobnikami i pochodami muzycznych fraz w zmiennych tonacjach coraz bardziej wciąga. Jest w tym jakaś wewnętrzna żałość, smutek idealnie korespondująca z listopadowym popołudniem... Zwieńczenie to znakomite wyciszone SM z piękną poświatą zadumania i przejmującą partią skrzypiec. Bardzo dobra rzecz-gorąco polecam.
FERVANT THIERRY-BLUE PLANET’84
Bardzo interesująca melodyjna propozycja gdzie słychać pokłosie modnego wówczas nurtu popu syntezatorowego (Fervant zdecydował się nawet na piosenki – pierwszy utwór Alien i wieńczący płytę utwór tytułowy zrobiony w manierze soft rocka). Bardzo ładne, miłe dla ucha granie z przemyślaną intencją aranżacyjną i ciekawymi brzmieniami. Niewymuszone a zarazem interesujące co często nie idzie w parze. A co ważne od początku do końca nie nuży i słychać w tym nawet swoisty koncept. Szczególnie wyróżniłbym Reflection gdze świetnie współbrzmią smyczki wprzęgnięte w kosmiczne parabole przypominające Jarre’a z Oxygene. Szczerze polecam.
LAZAROV SIMO-NATURE’85
Zaskakuje otwarcie żywcem wzięte z Kitaro: strumyk, odgłosy ptaszków i wchodząca w to odmienna od Japończyka słodka melodia z mooga. Całość to melodyjne, lekkie granie w przebojowej oprawie co mnie trochę zaskakuje. Tematy łączą się tu w dwie prawie 20 minutowe suity a swoistą stałą jest oszczędność formy co niekoniecznie jest zarzutem albowiem Lazarov nie stara się usidlić słuchacza feerią efektów tylko solidnym graniem. Druga część ma charakter wchodzący w eksperyment i słychać tu dalekie echa Tomity.
WOLLO ERIK-SILVER BEACH(REMASTERED VERSION 2005)’86
Norweski artysta Erik Wollo obchodzi w tym roku 25 lecie pierwszego krążka... Na dzień dobry melodyjne el z etno wpływami potem nadal tupiemy nóżką w rytm melodyjnych ale minimalistycznych w konstrukcji kompozycji. Wollo na tej płycie oddaje się tworzeniu barwnych muzycznych krajobrazów w konkretnych, bez ambientowych niedomówień utworach, które mimo to dają pozór pewnej zwiewności choć można mniemać że są w nich echa tradycyjnego rocka i instrumentalnej muzyki ilustracyjnej. Rzeczywiście te dźwięki idealnie nadawałyby się jako soundtrack do filmu dokumentalnego np. o życiu jakieś dużej metropolii. Niepotrzebnie reedycji na CD dodano najpierw dwa (1987) a potem pięć (2005) nowych utworów które wyraźnie odstają od pierwotnego materiału i mocno ciążą ku jednostajnym strukturom ambientu. Warto –naprawdę polecam (z wyjątkiem nowych rzeczy).
SYNCO-85-89’89
Ten duet powstał w 1985 roku i nagrał wspólnie 6 albumów. Nazwa to skrót od Synthetiser Cooperation. Frank Klare i Mirko Luthge zebrali na tej płycie nagrania z lat 1985-1989. Sporo tu świetnych odniesień do Klausa Schulze (Mysterious Invention I) ale głównie to oparte na rytmice melodyjne granie tyle że w oprawie szkoły berlińskiej. Każdy miłosnik el muzyki znajdzie tu coś dla siebie.
SABRES OF PARADISE-SABRESONIC II’95
Ciężka do sklasyfikowania płyta. Na początek prawie nju ejdżowe w miękkich barwach Smoke Belch II z wpadającym w ucho motywem zaś już po chwili Inter Lergen Ten Ko II przypominający sprzężeniami gitary rodzime dokonania Bel Polipo,a transowym podkładem perkusyjnym temat z MI zrobiony przez panów z U2 a wszystko z dodanym bepopowym wokalem! Te przedziwne melanże m.in. dub w melodyjnym sztafażu (znakomite Edge 6) nadają całości płyty dużej świeżości. Dominuje oprawa techno w stosunku do której zespół wytwarza miękkie przetłoczenia, delikatne, piękne barwy. Genialnym przykładem jest druga wersja Smoke Belch II rozciągnięta do prawie 13 minut gdzie rave’we tło zestawiono z dźwiękami fagotu i sekcji smyczkowej jakby żywcem wyjętych z muzyki klasycznej. Fenomenalne! Ostatnio opisywałem zespół Seefeel który równie nowatorsko podchodził do elektroniki a zapomniałem wspomnieć o cesze łączącej wiele znakomitych płyt NE z wysp brytyjskich - labelu Warp Records specjalizującym się w odkrywaniu nowych, bardzo interesujących wykonawców eksperymentuących w dziedzinie el muzyki. Warp Records założył w Shieffiled w 1989 Steve Beckett a pierwsze płyty dystrybuował z pożyczonego samochodu. Dość szybko odnieśli komercyjny sukces. Bez żadnej promocji dostali się na listę przebojów singlem LFO-LFO który rozszedł się w nakładzie 130.000 egzemplarzy. Przez wydawnictwo przetoczyli się m.in. Aphex Twin , Autechre, B12, Ritchie Hawthin, Alex Paterson z Orb, Boards Of Canada. The Sabres of Paradise istniał zaś w latach 1993-1995 i początkowo (pierwszy album Sabresonic) korzenie ich muzyki wyrastały z acid music zaś później mocniej skierowali się w stronę dubu i rave. Założycielem grupy był charyzmatyczny DJ Andrew Weatherall do którego dołączyło dwóch inżynierów dźwięku; Jagz Kooner i Gary Burns. Wydali wspólnie 5 płyt a po rozpadzie grupy Weatherall razem z Keith Tenniswood’em stworzył Two Lone Swordsmen, zaś Kooner i Burns dokoptowali do The Aloof. Bardzo dobra rzecz, będę szukał ich pozostałych albumów i tylko mogę powiedzieć, że szkoda, że Pete Namlook nie nagrał z nimi wspólnej płyty...
VOORBOGT JOHNNY- PEARLS’99
Belgijski wykonawca Voorbogt gra takie naiwne el, raczej bez wyrazu czyli głębi w którą można się zasłuchać. Brzdąka bardziej pod grillowe party choć czasami zdarza mu się mnie zaciekawić pod względem melodyki (Back Home, Cathedrals, Night-Radio, Universe). Może jestem bardzo surowy ale nie o to chodzi w el muzyce aby grać poprawnie warsztatowo ile o stworzenie pewnego klimatu. A tu tego odnaleźć nie mogę. Najlepiej to obrazuje kawałek Views sztampowe umpa umpa.
SUDEKUM FRANK-VIRTUAL WAVE’01
Niemiecki programista a z zamilowania milosnik el muzyki Frank Sudekum (1959) gra typowe berlińskie pasaże i sekwencje gdzie znajdujemy np. świadomie odwołania do Exit czy Tyger Tangerine Dream (Kant Park). Ale jest też sporo bardzo dobrej, twórczej muzyki gdzie szkoła berlinska rozkwita ( Freitagnacht, suita Virtual Part zwłaszcza Flight). Im dalej tym więcej ciekawej muzyki więc mogę polecić ją jak dotąd jedyną jego produkcję.
TRANSCEIVE(Steve Nelson)-INTRIGUE’01
Ten projekt Steve Nelsona reklamuje się jako Brit Synthrock w stylu Shreeve’a. I rzeczywiście oprocz tego że obaj panowie to Anglicy to Nelson tworzy energetyzujące, pełne mocnych rozedrganych dźwięków z syntezatora klimaty bez wtrętów techno czy trance wpasowujące się w dokonania Shreeve’a. Nelson zrealizował swe pierwsze profesjonalne kawałki na początku lat 90 tych a że wówczas pracował w studio nagrań miał możliwość korzystania z natenczas najlepszego sprzętu nagrywającego. Stały się one trzonem debiutanckiej płyty Transformation 88:98. Te zaś utwory dojrzewały w latach 1997-2000 z użyciem całej gamy syntezatorów i wirtualnych instrumentów. Szczerze zainteresował mnie tylko początkowy Bygone Daze a potem już obojętnieję w kakafonii dźwięków...Ciekawostka –pseudonim wiąże się z aktualnym zajęciem Nelsona. Jest wiceprezesem firmy produkującej przekażniki USB do ethernetu.

**************************************************************************

Archiwalia Part VI

BIONIGHT-AFTERPOST 2001’02
Po wyśmienitej debiutanckiej Egoheart przyszła kolej na poznanie kolejnej pozycji w dyskografii tego włoskiego duetu. I może nie powala ten tytuł na kolana ale słucha się go z przyjemnością. Zwraca uwagę choćby wpadające w ucho, rytmiczne SaturdayDown, a wszystko w sekwenserowym sosie, polecam też lekko mroczne, tajemnicze a na pewno wyciszone Evolution Dawn.
DEGÓRSKI JAROSŁAW (YAREK) –NOC NA ZAMKU’08
To swoista reedycja tytułu, który Jarek Degórski własnym sumptem wydał w zeszłym roku, a którą żegna się z el sceną odchodząc w stronę muzyki spod znaku techno/trance. Nie wiem na ile na tą decyzję miały wpływ wydarzenia po Elektronicznym Woodstocku 2008, jak dla mnie niesmaczne, ale znając Jarka charakter nie rzuca słów na wiatr. Czwarta odsłona wydawnictwa Generator jak przy poprzednich płytach powala mnie stroną graficzną. Tutaj ukłon w stronę Michała Karcza, który dba o wizualną część tej serii od pozycji numer 1. Od strony muzycznej – punktem wyjścia dla tej płyty jest występ podczas OLA w 2007 roku, który Jarek dał na zaproszenie Andymiana –Andrzeja Mierzyńskiego. Dwa pierwsze kawałki to znakomite berlińskie klimaty – La Orkestra sięga po stylistykę trance’ową a drażni mnie w niej jak i na Ambient II nadużywanie sampli językowych, które mocno już Degórski eksploatował na poprzednich krążkach. Niepotrzebnie – Jarek jest do nich zbyt przywiązany nie omieszkał nawet znowu wykorzystać tekstu mówionego przez Cate Blanchett w Lord Of The Rings (The world is changing. I feel it in water...etc) co już zrobił na płycie „Global”.... Degórski prezentuje bardzo interesujący set w charakterystycznym dla siebie przestrzennym sekwenserowaniu z pogłosem niesamowicie brzmiący zwłaszcza na słuchawkach, grając jak zwykle elektronikę twardą, bez zabawy w subtelności. Na koniec pojawia się mój ulubiony „Degór”, który pierwotnie otwierał pierwszą odsłonę projektu Contemporary Electronic Soundscapes ( wkrótce trzecia część) czyli Misja na Marsa –przearanżowana straciła trochę swój lwi pazur pierwowzoru - pewno mam takie odczucie przyzwyczajony do starej wersji. Ogólnie muzyczne pożegnanie z el nurtem jak najbardziej godne polecenia.
FROESE EDGAR- AMBIENT HIGHWAY VOL. 2’03
Marek Jaworski wiedział że brakuje mi w kolekcji ta część cyklu Froesego. Więc gdy ją zdobył w audio niezwłocznie mi przysłał jej kopię. Tak po prostu...Dzięki Marku – jesteś wielki! Dzięki także za pozostałe rarytasy! Co do AH część 2 to rozpoczyna ją jeden z moich ulubionych solo kawałków Froese czyli temat ze Stuntmana. Potem jest różnie ale ogólnie te przeróbki na cyfrowe zabawki jak dla mnie tracą duszę oryginalnych form. Dla kolekcjonerów.
HERTEL MIKOŁAJ-ARPEGGIO’08
Po ostatniej płycie Hertla, „Słowiański odcień” wróciła mi nadzieja na to, że ten artysta wydawać będzie jeszcze znakomite pozycje. Tu mam wrażenie, że Hertel odkrył, niestety, brzmienia trance, które jak dla mnie, mało pasują do jego lirycznego sposobu układania muzycznych opowieści. Może trochę przesadzam, bo dawkuje je niezbyt natrętnie ale trochę mi one przeszkadzają. Treściowo typowe hertlowskie minimalizmy ze wskazaniem na sympatyczne el „Seledyn” i „Głos intuicji”.
KUCZ KONRAD-RAILROAD PATHS’08
Hmm rozumiem, że artysta ma prawo do takich rzeczy ale...Jeśli „Bezkresne łąki” stały się zrębem dla wydanego przez Requiem Records „Soporusa” to jeszcze to zrozumiem ale dlaczego nastawiony na coś nowego wkładając płytę do odtwarzacza jako Path 1 słyszę skróconą o 3 minuty wersję Track 1 z „Tracks”?! Path 2 to wydłużone Track 6 a Path 5 to nic innego jak niezmienione Track 7... Na dobitkę bonus czyli Robotic Missions mieliśmy już okazję usłyszeć na samplerze CES I i na zbierającej niewydane kuczowskie ułomki „Raw Materials”...Czyli na placu boju pozostaje jako nowe niecałe 22 minuty muzyki. Path 2 też mi brzmi znajomo, (ha ha) nie będę już orał pozostałej dyskografii Konrada więc choć o nich parę słów. Świstający dźwięk wprowadza nas w sekwencję ozdobioną tak, że rzeczywiście pasuje do tytułu płyty przypominając ruch lokomocyjny, pędzącej trakcji parowej. Oszczędna, prawie ascetyczna forma ale wciągająca oprawa i tu cios. Wpleciono w utwór Track 5. Wrrr....Czy Path 5 też coś wykorzystuje z wcześniejszych nagrań Konrada? Entree ma formę opływowego ambientu z odgłosami uderzających o szyny kół pociągu by w końcu usłyszeć rozruch maszyn i ostre, jak na najlepszych lat TD, sekwenserowanie z najpierw odległymi zabawami oscylatorami a potem solówką na syntezatorze by gładko przejść następnie w typowo kuczowskie subtelne, klimatyczne granie ala „Babie Lato” by znów dokonać wolty w stronę głównego tematu kończąc..oczywiście kolejną reminiscenxją z „Tracks”... Ogólnie to bardzo dobry krążek bo ...”Tracks” to świetna płyta! Ziemowit Poniatowski dziwi się, że te płyty cieszą się głównie powodzeniem u zagranicznych odbiorców. Ano sprawa jest prosta. Więcej NOWOŚCI! Oni tego nie znają, więc kupują - ja i wielu innych el fanów słucha to od lat. Choćby „Sounds Like Pictures” Zawadzińskiego, które jest już historią polskiej el (2001 rok wydanie własnym nakładem sił). I tyle.
SPYRA DER-GASOLINE 91 OCTANE’08
Der Spyra nie zwalnia i tą płytą właśnie rozpoczyna kolejny tryptyk, tym razem benzynowy. Typowe dla niego granie z rytmem nadawanym przez spokojną perkusję i spokojnymi pasażami w tle. Szczególną uwagę przykuwają: dynamiczniejsze Operation PPG czy spokojne Treskow Bridge a na finał kolejna, przebojowa przeróbka Future Of The Past w wersji EleKtriK. Tak naprawdę trudno mi wyróżnić jakiś utwór –Spyra jest doskonałym rzemieślnikiem i zdziwiłbym się gdyby jego kolejna propozycja była poniżej jakiegoś poziomu. Koniecznie.
CREATE-LOST ON AN ISLAND OF ADVENTURE’08
Steven Humprhies to poprawny rzemieślnik i jakoś nie spodziewam się rozkwitu jego talentu. I tu gra poprawny, niezbyt jak dla mnie wciągający NBS. Dla fanów.
EMMENS GERT –THE NEAREST FARAWAY PLACE VOL.1’08
A to już zupełnie inna bajka. Emmens gra niby to samo jak Create ale jak to robi! Znakomita, przykuwająca uwagę melodyka i aranżacje, wiele zmiennych powodujących że te nagrania nie nużą. Weźmy choćby Part 4 typowy sekwenserowy Berlin z ciekawym wprowadzeniem nie zapowiadającym wcale tego nurtu i takimże tłem. Każdy z utworów ma inne od rozwinięcia intro głównie w ambientowej oprawie które przekształca się w krwiste granie. Najpełniej rozmach NBSu granego przez Emmensa oddaje 16 minutowy utwór Part 6, świetna kompozycja nawiązująca do klasyki a zarazem wiele wnosząca świeżego powiewu do tego gatunku. Bardzo dobra płyta szczerze polecam.
FANGER THOMAS & KERSTEN MICHAEL-ELEKTRIK MASSAGE’08
Od ostatniej płyty tego duetu minęło 8 lat (Splashdown) bo Fanger z Kerstenem jako Mind Flux to inna bajka, więc z dużym zainteresowaniem sięgnąłem po ich nowy krążek. Na dzień dobry zaskoczenie –ambient medytacyjno leczniczy(Salt tank). Gentle waves to fajne rytmiczne brzdąkanie. Night cruisers wreszcie przynosi loopy i kosmiczne dźwięki z żywym trance’owym rytmem. Z bardziej opływowym ambientem mamy do czynienia we wstępie Moon roads przechodzącym w świetny NBS. Myślę że nikt się nie zawiedzie. Polecam.
NATTEFROST-TRANSFORMATION’08
Moje drugie spotkanie z tym projektem to najnowsza ich propozycja. I co tu dużo mówić –radość mnie ogarnia gdy trafia w moje ręce świetna komercyjna ME. Dźwigną wydawnictwa są dwa przebojowe kawałki „A path less followed” i „Perfectly connected” z przestrzennymi loopami. Szybkie rytmiczne granie gdzie pozorny spokój wprowadza tylko Kopenhaachen to wywołująca dobry nastrój wpadająca w ucho melodyjne elektronika myślę że większości słuchaczy przypadnie do gustu.
RAINBOW SERPENT –LIVE @ LIPHOOK 2007’08
Nie wiem dlaczego ale ta formacja zawsze nasuwa mi na myśl skojarzenia z Redshift – szczerze nie wiem dlaczego... Jak zwykle bardzo dojrzałe, mające nawet aspiracje artystyczne (Twelve Celli) granie. Co ciekawe, wychodzą z tego obronną ręką tworząc wartość dodatnią w muzyce elektronicznej. Dużo znakomitego sekwenserowania i gościnny udział Schoenwaldera . Uważam, że jak na razie to najciekawsza pozycja tego roku. Gorąco polecam.
VOLT-HJVI’08
Z czterech wcześniejszych propozycji tego duetu jakie znam wyróżniłbym debiutancki Far Canal, potem bywało raczej niemrawo tymczasem to wydawnictwo częstuje mnie już na początek bardzo dobrym NBS w postaci Primaeval. Atavistic zaczyna się ambientowo by przejść do rasowego sekwencyjnego grania z ciekawym prowadzeniem gitary i interesującą aranżacją. Signals oparto na sygnałach alfabetu Morse’a a znakomicie rozwinięto w rasowy berlin. Extinction to zaś kolejny przyczynek do nazwania tej płyty najlepszą w dorobku Michaela Shipwaya i Steve Smitha. Polecam.
DWANE MARK-2012'07
Dwane tworzy elektronikę z czasów poszukiwań nowych form wyrazu z lat osiemdziesiątych. Sporo tu nieskomplikowanych melodii i odrobinka sięgania do tradycji sekwenserowania ale głównie to bardzo indywidualny, ciekawy styl. Słucha się tego dobrze, nie ma tu jakiś rewelacji ale przyzwoite, rzetelne granie. Mój ulubiony fragment to marzycielsko-leniwy rozmarzono letni Ascension. Czemu nie?
NATTEFROST-ABSORBED IN DREAMS AND YEARNING’06
Płytę tą Duńczyk Bjorn Jeppesen tworzył przez cały rok 2005. A efekt tak wydłużonej sesji z Nattefrost Studio? To drugi a pierwszy dostępny na szerokim rynku album tego wykonawcy którego debiutanckie nagrania wydane tylko w Danii zwróciły uwagę Groove Unlimited. The Battle that lasted Eternally już tłumaczy dlaczego zaczęto mówić o Nattefrost jako twórcy szkoły Skandynawskiej. Szczęk bitewny broni żywcem wzięty z wikingowskich epopei przechodzi w znakomitą sekwencję. Bardzo ciekawie brzmi też dwustopniowa ballada Valhal czyli kolejne sięgnięcie do mitologii czcicieli Odyna. Ciekawie zaaranżowane i zinstrumentalizowane są wszystkie utwory. Bardzo dojrzała pozycja utwierdzająca mnie w przekonaniu o dużym talencie Jeppesena. Koniecznie.
RADIO MASSACRE INTERNATIONAL-BLACKER’07
To niezwykle płodne jeśli chodzi o koncertowanie i albumy, trio płytę Blacker zarejestrowało podczas występu w The Brudenell Social Club w Leeds w lipcu 2005. Dubly to charakterystyczne dla nich gitarowe granie oplecione udziwnionymi dźwiękami This is Scenery? Wprowadza nas w BS. Króciutki No Bones to tylko wstęp do udziwnionego opartego na brzmieniach psychodelicznej perkusji Enormodome przechodzącej w sekwencję a następnie znowu w eksperymentalne granie. Jak zwykle specyficzne i sam nie wiem czy warte polecenia.
RICH ROBERT-MUSIC FROM ATLAS DEI’07
Film Atlas Dei, ponoć nielinearna opowieść o cudach naszej ziemi to wspólne dzieło Richa (dźwięk 5 kanałowy surround) i Daniela Colvina odpowiedzialnego za obrazy w HD ukazujące się na ekranie. Ten film użył Rich jako tło podczas ostatniego tournee. Dotarła do mnie jak na razie tylko muzyka, a to głównie nowe rzeczy plus remiksy starszych kawałków. Jako pierwszy moja uwagę przykuwa oparty o brzmienie fujarki z lekką sekwencją w tle zamyślony Mythos po którym następuje wspaniałe space music w Starmaker. Do końca króluje ambient oprócz Terra Meta gdzie fortepian, fujarka i sekwencje splatają się w pięknej kompozycji podobnej do Mythos. Ciekawe, udowadniające że jak chce to jeszcze może...
SEIFERT ERIK-A TRIP TO NEBULA CLUSTER’05
Obowiązkowa płyta dla jarromaniaków. Seifert wprost (Before Lift Off) lub zaowalowanie (Acceleration) cytuje Oxygene. Otacza to świetnymi, melodyjnymi kompozycjami (A Trip To Nebula Cluster) z czasem popada trochę w banał ale ogólne wrażenia stawiają według mnie tą płytę na piedestale jeśli chodzi o dokonania Seiferta. Polecam
WOLLO ERIK –ELEVATIONS’07
Norweg Wollo to człowiek orkiestra gra - sam na syntezatorach gitarze i perkusji. Na tej jak na razie ostatniej produkcji zrealizowanej w latach 2004-2006 prezentuje więcej elektroniki niż na ambietowej Polar Drones. Chociaż ten przystępny fiordowy ambient się jeszcze pojawia (Elevation, Skyskape, The Land of Birds) to jednak zanurza słuchacza głównie w spokojnym nastrojowym graniu. I tu mą uwagę przykuwa przepiękne liryczno patetyczne The Wanderer i brzmiące trochę jak dubel tego numeru Arrow of Time, pejzażowe Sphere - Into The Dream, przebojowy Novalis. Słowem naprawdę warto.
BLUECHEL HARALD(COSMIC BABY)& DEYLEN VON CHRISTOPHER(SCHILLER)-BI POLAR’04
Cosmic Baby to jeden z moich ulubieńców sięgnąłem więc po jego kolaborację ze znanym w środowisku techno Schillerem. Obaj panowie przyjaźnią się ze sobą i razem stworzyli oprócz tego jeszcze drugi album Mare Stellaris. Na tym krążku są dwie ich kompozycje Budapest – Bukarest i Kreuz Des Südens a reszta to przeróbki znanych standardów. Nie wiem jak ocenić tą płytę nie popadając w pustosłowie typu genialne, niepowtarzalne...po prostu dwóch profesjonalistów wysmażyło dzieło perfekcyjne. Zacznijmy od ich własnych kompozycji. Świetne aranżacje, niepowtarzalny klimat, zero nudy... Klasyk z XIX wieku Erik Satie doczekał się dwóch przeróbek – niezapomniane Gymnopédie No. 1 uwspółcześniono i uwypuklono liryczność tego kawałka, po serii zaś formułek po francusku i angielsku typu poproszę kartę dań mamy wejście sekwencji i wersję Satie’ego na fortepian tego evergreenu, zaś Gymnopédie No. 3 zamyka płytę. Zaskoczeniem jest wzięcie na warsztat kolejnego oldies but goldies czyli Summertime George’a Gershwina –znany fortepianowy motyw otulono syntezatorową mroczną zawiesiną by w końcu treść utworu rozpisać na cyfrową technikę. Fenomenalna aranżacja. Struggle For Pleasure to rzecz Wima Mertensa, el muzyka kolegi obu panów, subtelna, spokojna melodia z ciekawym wykorzystaniem wiolonczeli i zmodulowanego wibrafonu, z rytmicznym zakończeniem, kolejna wielka sprawa. Departure z filmu Gattaca, kompozycja wybitnego współczesnego ilustratora filmowego Michaela Nymana ( ścieżki dźwiękowe do obrazów Greenewaya, czy Fortepian Jane Campion) doczekała się skocznej, wpadającej w ucho przeróbki, paradoksalnie biorąc pod uwagę niewiele decybeli w muzyce Nymana...A na deser mega hit –czy Philipa Glassa wybitnego minimalistę można zmaksymalizować? Poczatek Etoile Polaire wziętego z plyty North Star dość wierny oryginałowi przekształca się w pełną mocy sekwencję z mocarnym uderzeniem basu ale nadal intymno liryczną woalką. Dla mnie –arcydzieło.
DWANE MARK-SIRIUS LINK’04
Do tej pory ten wykonawca wydał 9 albumów z czego miałem przyjemność poznać 4. Na tej tematycznej płycie opartej na założeniu,że na rozwój czlowieczeństwa w nas miały lwiopodobne istoty z Syriusza. Jak zwykle opowieść snuta jest za pomocą dość specyficznego stylu z tym, że w bardzo przystępnym, przebojowym opakowaniu (The Sirius Link, Lion People i zdecydowanie najpiękniejszej na płycie-letniej impresji Legend Of The Dogon). Całość jest wysmakowana, perfekcyjnie zaaranżowana, jak zwykle dużo tu pięknej gitary ( Dwane’a podstawowe narzędzie twórcze) naprawdę warto zapoznać się z całością. Gorąco polecam.
O’HEARN PATRICK –TIMELESS A NATIONlAL PARKS ODDYSEY’02 (DVD)
Najczęściej tego typu muzyce towarzyszą cudne obrazy przyrody. I jakże by inaczej skoro ta nie poskąpiła w USA w ich Parkach Narodowych miejsc zapierających dech w piersiach. O’Hearn współpracuje tu ze znanym fotografikiem Davidem Fortney, który epatuje nas przepięknymi widokami w formie najczęściej filmowania zdjęciami poklatkowymi i z wysięgnika. Parki narodowe w USA maja niezwykłe walory i urodę i wykraczające poza ludzką wyobraźnię, przyrodnicze dziwy sprawiają, że jest na czym oko zawiesić. Muzycznie O’Hearn sięgnął do swych już znanych nagrań oraz zremiksował kilka –wszystko w swym charakterystycznym stylu mieszania ambientu, New Age i ME. No cóż nawet mój 4, 5 letni syn oglądał z zainteresowaniem zadając wiele pytań...Warto.
ROACH STEVE& LAZUR STEVE-TIME OF THE EARTH’01 (DVD)
Mroczno tajemniczy ambient Roacha wymagał specyficznej oprawy wizualnej. Pobawiono się trochę zmierzchami i nocą nad obiektami przyrodniczymi po czym wkroczono do meritum czyli pokazywania widoków zwietrzałych gór skalistych, skalistych brzegów morza itd... widoki niczego sobie a muzycznie jak to u Roacha nie za bardzo...
ROGUE ELEMENT-PREMONITION’04
Duet tworzą nie wymagający chyba przedstawienia Brendan Pollard i nieznany mi Jerome Ramsey. Płytę nagraną między październikiem 2002 a grudniem 2003 w angielskim Radial Velocity Studio nazwana retro niespodzianką 2004 roku. Rzeczywiście panowie sięgają do rdzenia szkoły berlińskiej czyli brzmień lat siedemdziesiątych wykorzystując oryginalne analogi z tamtych lat. Najzgrabniej jak dla mnie wychodzi to na Beyond Cerberus. Mnóstwo cytatów z klasycznego TD. Nie jest to twórcze ale słucha się dobrze.
SEIFERT ERIK-THRUST AVIS’04
To właściwie debiut Seiferta zrobiony dla SynGate. Tytułowa kompozycja odpływająco kosmiczna z lekkim zacięciem new age przechodzi w spokojną interesująca melodię. Potem bywa różnie (ciekawe Earthview z brzmieniem z Vangelisa i lekką, delikatną melodią). Zaskakuje czysto nju ejdzożowy Butterflies Dance i wykorzystujący dźwięki z The City Vangelisa -Cosmonautic Dream. Ogólnie ciekawie i dobrze zagrane
BANFI BAFFO-GALAXY MY DEAR’78
Giuseppe Banfi to legenda włoskiej elektroniki. Najpierw grał w kapeli Un Biglietto per l'Inferno ale odszedł od niej gdy został powołany do wojska. Wtedy to rozpoczął solową karierę wydając w 1978 roku Galaxy My Dear w małej specjalizującej się w jazzie wytwórni Red Record. A że jego mentorem el muzycznym, co słychać już częściowo na tej płycie był spotkany w 1975 roku podczas trasy koncertowej Un Biglietto per l'Inferno Klaus Schulze, który miał być producentem drugiej nigdy nie wydanej płyty tej grupy, nic dziwnego że kolejne krążki sygnowane są już przez IC Schulze’a. Banfi tak naprawdę zrealizował jeszcze 2 płyty - Ma, dolce vita w 1979 i nieznaną mi Hearth z 1981 roku. Co ciekawe reedycji na CD Galaxy My Dear doczekało się z dodanym jednym utworem dopiero w 2005 roku, zaś CD „The sound of southern sunsets” to żadna nowość tylko Ma, Dolce Vita plus jeden bonus i dwa kawałki z Hearth...Banfi wycofał się w 1981 roku z muzyki i zajął się produkcją video w swym mediolańskim studio co robi zresztą do dzisiaj. Na jego debiucie dostajemy porcję sympatycznych analogowych dźwięków. Cóż mogę rzec? Naprawdę wartościowe nagrania z ciekawym zabiegiem sekwenserowania prawie bez linii basu. Bardzo nteresująca płyta –żadna imitacja tylko prawdziwa retro elektronika. Polecam.
CERTAMEN-ARCHEOLOGIA I’97
Początki Certamena zamieszczone tylko na MC w końcu też na CDR. Szczerze to brzmi to jeszcze mocno amatorsko choć równie dobrze część odpowiedzialności można zrzucić na archaiczny sprzęt. Dużo np. automatu perkusyjnego, który mi przeszkadza...Niekoniecznie.
GARRISON MICHAEL-ECLIPSE’82
Garrison jest muzykiem jak dotąd, wstyd przyznać, mało mi znanym gdyż mam tylko jego Images z 1986 roku. Tymczasem był płodnym artystą debiutującym w 1979 roku płytą “In the Regions of Sunreturn” i swoistym pionierem i ikoną amerykańskiej elektroniki. O jego reputacji niech świadczy fakt że kiedy zmarł w 2004 jego przyjaciel Craig Padilla wydał płytę składankową na jego cześć To the Sky and Beyond the Stars--a Tribute to Michael Garrison gdzie swój hołd chciało oddać na tyle wielu wykonawców że płyta rozrosła się do podwójnego krążka i 156 minut muzyki. A są tam głównie niepublikowane nagrania takich tuzów jak Redshift, Jonn Serrie, Axess, Gert Emmens, David Wright , Paul Lawler, Mario Schonwalder, Detlef Keller, Dom F. Scab, Paul Nagle, Andy Pickford, Rudy Adrian, Brendan Pollard, Remy, Akikaze, Stephen Parsick, Klaus Hoffmann-Hoock itd....Niestety wersja CD albumu Eclipse zawiera tylko stronę A oryginalnego wydawnictwa zaś 4 nagrania (około 15 minut) ze strony B zastąpiono nowym materiałem. Nagrania ze Snowcrest Studio otwiera słynne Departure, które jako sygnał rozpoczynający niemiecką audycję o muzyce elektronicznej Schwingungen, wybrał Winfrid Trenkler, postać porównywalna do naszego Jerzego Kordowicza. Ten syntezatorowy trucht z chwytliwym refrenem zapada rzeczywiście w pamięć. Po nim zaś mamy inny hit tego wykonawcy czyli Airborn – najpierw chłodny wiatr, potem jęcząca elektryczna gitara wyciszenie i następnie wpadamy w chwytliwą, maszerujacą sekwencję ozdobioną ostrymi wstawkami gitary i interesującą wokalizą Shari Barna. Wolta nastroju następuje w typowo ambientalnym Celestial Nights gdzie unosi się nad nami wizja postapokalitycznego świata. Daydreams łączy jak dla mnie melodyjność Jarre’a z synkretyzacją muzyki w stylu TD a wszystko w pachnącym odurzającym zapachem naftaliny retro brzmieniu analogów. Ciekawie dzieje się też na Interstellar Romance gdzie ambientowe odgłosy stacji kosmicznej brzmią tak jakoś dziwnie podobnie do SF filmów z lat 50 tych....Ten interesujący nastrój pełen dystansu i wewnętrznej nostalgii kontynuuje doskonale Dimensions. Bardzo ciekawe - naprawdę warto zapoznać się z całością tego krążka.
KOMENDAREK WŁADYSŁAW-HIBERNACJA NR 1’90
Tą wydaną tylko na winylu płytę można zamówić na CDR bezpośrednio u kompozytora. Stare czasy charakterystycznego brzmienia automatu perkusyjnego i typowych komendarkowskich surowych melodii w formie noisy el. Słucha się tego bardzo dobrze choć pewno będą tacy co uznają to za ramotę. Komendarek miesza konwencje, są nawet elementy free jazzu (Trzeci test) ale wychodzi z tego interesująca pozycja w melodyjnym sosie, którą warto polecić. Moja ulubiona kompozycja to „Zamknięta galaktyka”.
NODE-TERMINUS’95(EP)
Debiutancka płyta kwartetu angielskiego Node z 1995 roku (ciekawostka - wydana też na podwójnym winylu) parę lat temu jak ją poznałem, mocno podniosła mi andrenalinę bo to doskonała rzecz. Z żalem stwierdziłem przy dalszych poszukiwaniach, że Dave Bessell, Gary Stout, Ed Buller i Flood wydali jeszcze tego samego roku Epkę Terminus i potem ślad po nich zaginął... Wielka Szkoda! Ten maxi singiel zawiera dwa kawałki zagrane na żywo na stacji metro Paddington w Londynie. Nadało to unikalnej koloratury (odgłosy zewnętrzne). Płytkę otwiera znakomity Terminus (Express) -fortepian, ćwierkające efekty i narastające, dochodzące brzmienia w tle z pokładem przypominającym fujarkę. Wszystko tężeje tworząc fantastyczną melodię i strukturę. Terminus (Calling All Stations) to okryta tajemnicą i podskórną nerwowością suita z wieloma ciekawymi wtrętami z sampli i brzmień rozbujanych w sekwencyjnych rytmach. Bardzo dobra rzecz. Jak dla mnie –koniecznie.
RADIO MASSACRE INTERNATIONAL-AT THE OCTOBER GALLERY(FOR VISITORS OF THE CONCERT ONLY)’97
W rzeczonej October Gallery RMI dało koncert 9 lutego 1997 roku rozdając wtedy zgromadzonej publiczności w formie prezentu część zagranego setu na CDR. Co ciekawe fani upominali się o całość koncertu i w tym roku, zespół udostępnił go jako „October gallery (redux) 9/2/97” w formie downloadu, którego wystarcza na dwie płyty CD. Materiał na płycie naówczas był premierowy, po kilku miesiącach 2 utwory w zmienionej formie ukazały się na Organ Harvest a w roku następnym 3 na A Bridge Too Far. Jedynie ostatni kawałek Improvisation 3 nigdzie więcej nie opublikowano. Płytę otwiera przewspaniały berliński w klimacie kawałek Organ Harvest gdzie delikatną gitarę uzupełnia fenomenalnie nastrojowe, wyciszone granie syntezatorów, które w ostatnich minutach niestety grzęźnie w kosmicznych rozmazach... Czysto berlinskie nieskalane granie prezentuje Improvisation 1. (Come To) Sunny Teesside (Mrs. Emerson) to kolejny znakomity kawałek-takie nastrojowo tajemnicze, pełne przestrzeni misterium w stylu BS. Kolejny, trzeci pod rząd kawałek z późniejszego albumu A Bridge Too Far to czyste, inteligentne sekwenserowanie - Improvisation 2. Geiger ma dość specyficzną oprawę przypominającą bicie dzwonu ale największą moją ciekawość wzbudza nie opublikowane nigdzie później Improvisation 3 – czyste, surowe berlińskie sekwencje. Całość słucha się bardzo dobrze i jest naprawdę godna polecenia.
ROACH STEVE-LIGHT FANTASTIC’99
Roach swą karierę zaczął płytą „Moebius” w 1979 roku. Ta płyta to zaś...42 pozycja w jego dyskografii! Wydana w 1999 roku przez Hearts Of Space Light Fantastic to etnhno ambient z intensywnym wykorzystaniem plemiennych bębnów i dodaniem indyjskiej sithry. Bogata kompleksowość tych struktur sprawia, że da się słuchać. O dziwo...
GARRISON MICHAEL-PRISMS’81
Garrison był jak zwykle facetem od wszystkieog czyli kompozytorem, wykonawcą i producentem a wykorzystał Arp Axxe, Arp String, Mini Mooga, Arp 2600 z sekwenserami i zbudowaną pod siebie perkusję elektroniczną. Na reedycji CD pojawiły się modyfikacje ale pierwsze dwa kawałki są z oryginalnego wydawnictwa. Eruption ma formę marszu z pulsującą melodią, Interphase skupia się na muzycnych interpretacjach kosmicznych odgłosów. Tranquility (na LP jako Discovery) to wyciszona, nostalgiczna muzyka z zapadającym głęboko w pamięć tłem, przypominająca liryczne miłosne rozważania. Dodany do CD Motion Fascination można by uznać za el disco hit. Łatwo wpadająca w ucho melodia i ozdobniki nasuwają bowiem takie właśnie skojarzenia. A potem już ciąg dalszy w takim charakterystycznym garrisonowskim stylu gdzie kompozycje przypominają mi tańce z czasów napoleońskich... W sumie warto.
KOMENDAREK WŁADYSŁAW –POWRÓT Z MATERII MIĘDZYGWIAZDOWEJ’92
Tą pozycję wydaną tylko na MC warto mieć nie tylko dla dwóch znanych z niej suit ale także dla bonus tracka. Bowiem to muzyka znana z kasety Parabola Muz, jedynie zamieszczony tam wywiad, który znajdował się na stronie B, został usunięty. Utwór tytułowy opatrzono komentarzem gdzie Komendarek wyłuszcza iż kosmici przy awaryjnym lądowaniu trafili na koncert Bacha i opowieść jest o tym jak muzyka zmieniła ich życie...Bardzo ciekawy wstęp łączący interesującą elektronikę z organami w stylu Jana Sebastiana zmienia się w festiwal prog rocka. Całość ma dość skoplikowaną, improwizowaną fakturę. Zabawa kosmicznych dzieci ( dzieci ludzi którzy uciekli z Ziemi zyją beztrosko i już tylko się bawią...)ma charakter już bardziej uporządkowany ale mocno osadzony w eksperymentalnej drodze wyrazu. Sięga tu Komendarek nawet po elementy ucywilizowanej psychodelii wplatając motywy quasi melodyczne i typowo rock progresywne. Wiele wyjaśnia chyba gdzie dokonano rejestracji tych nagrań –w sierpniowe noce 1985 roku na festiwalu w Jarocinie. Co ciekawe, co słychać przyjęte zostały przez publikę entuzjastycznie. Parabola Muz zaś zaskakuje- w żuciu byn nie obstawiał Komendarkajakiegoś wykonawcę tradycyjnej el muzyki w tej kosmicznie zaczynającej się suicie ze wstawkami etno fujarki żywcem wyjętej z Enigmy. Od dziewiątej minuty dołącza zaś sekwenserowanie które jakoś dla mnie u Komendarka to novum! Szczerze jestem mocno zaskoczony bo to bardzo tradycyjne podejście do elektroniki ( brzmi bardzo interesująco), które u Komendarka jest bardzo rzadkie -warto!
RADIO MASSACRE INTERNATIONAL-STARTIDE’01
To wydawnictwo zrealizowane na CD-R a wydane w październiku 2001 w Northern Echo Recordings przynosi impresję zrealizowaną na podstawie prozy SF Larry Nivena, które tak naprawdę panowie nagrali już jako demo w 1993 roku. Monstrous Tides ma w sobie coś magnetyczno hipnotycznego i przypomina nieodparcie poprzez także wykorzystanie lektora War Of The Worlds w interpretacji Jeff’a Wayne’a. Na szczęście utwór ten nie staje się monotonny gdyż ma tylko niecale 10 minut...Z motyką na słońce porywają się za to w 60 minutowym Startide... Zamiast sekwencji i rytmu, więcej tu eksperymentalnych odgłosów ale w strawnym, miłym dla ucha sosie. Powoli wykluwa się z tego coś na kształt linii melodycznej w oprawie wysokotonowych dźwięków przypominających omiatanie jakimś kosmicznym wiatrem. Zresztą skojarzenia ze stacją kosmiczną, otwartą przestrzenią wszechświata są jak najbardziej na miejscu. Można by użyć określenia nastrojowe pasaże galaktyczne... Na szczęście w tej wędrówce zmieniają się słuchowe atrakcje ...gdzieś tak do połowy. Od 25 minuty coś mi już zaczyna przeszkadzać. Panowie się zapomnieli w tych sonicznych eskapadach z prawie zerową ilością zmiennych i zaczynają po prostu nudzić. Ogólnie na tak ale mogło być zdecydowanie lepiej.
CERTAMEN-ARCHEOLOGIA II’97
Certamen czyli Adam Bownik z wykształcenia jest biologiem i pracuje na jednej z lubelskich Uczelni w Katedrze Fizjologii i Toksykologii jako adiunkt. Jest zarazem najpłodniejszym polskim el artystą ma na koncie ponad 50 wydanych od 1997 roku płyt. Druga część wykopalisk przynosi zestaw 4 utworów. Nadal się dzielnie zmaga z ubogimi brzmieniami jest tu według mnie już lepiej niż na jedynce ale idealnie byłoby obie płyty połączyć skracajac wszystkie kompozycje przy okazji do kilku bardziej strawnych minut.
CERTAMEN-ANCIENT WARRIORS’00
To czasy gdy Certamen stawiał na żywy, skoczny bit i podchodzące pod trance podkłady. Jest lepiej jeśli chodzi o melodie ale czasami zapętla się niepotrzebnie... Ujdzie.
BENISCH PETER-WAITING FOR SNOW’99
W wytwórni FAX ten wykonawca wydał tylko tę jedną płytę. Był to jego „duży” debiut. Ten Szwed urodzony w Sztokholmie już w wieku 9 lat zdradzał tendencje do tworzenia muzyki. Skończył prestiżowe konserwatorium po którym rozpoczął studia muzyczne gdzie zainteresował się muzyką elektroniczną. Wraz z kolegami z klasy Joel Mull’em i Adamem Beyer’em stworzył w 1993 legendarne Globe Studios w Sztokholmie, mekkę skandynawskiej elektroniki. W swej muzyce skupia się na ambiencie i jako FPU na elektro. Słychać wyraźnie, że to CD powstało w kuhlmanowskim FAX-ie co zdradzają typowe ozdobniki. Part I to oryginalny ambient w faxowskim sztafażu Part 2 to kuhlmanowskie wtręty plus interesujące nowa el Part 3 - tradycyjny ambient w oprawie stonowanej sekcji rytmicznej. Part 4 to ładna melodia osadzona w nowych brzmieniach Part 5 intymne ale melodyjne nowe brzmienia Part 6 delikatności podchodzące pod ambient Part 7 wpadające w ucho NE w połączeniu z faxowskimi ozdobnikami - gdyby to pozamieniać na tradycyjne el byłaby znakomita ME. Od 8 części zaczyna nużyć ale ogólnie wrażenia są bardzo pozytywne.
CERTAMEN-EPICENTRE’06
Ten krążek Certamen reklamuje jako jeden z bardziej dynamicznych w dyskografii. Płytę otwiera bardzo dobre retro sekwenserowanie w melodyjnej oprawie (Sparkling Stones). Diamonds to zjawiskowa, delikatna melodia. Seismic Tremors stawia na twardą, męską elektronikę. Ciekawe aranżacje interesujące melodie, wciągające sekwencje czyli polecam bo warto.
CERTAMEN-SUPERNOVA’07
Muzyka powstała pod wpływem inspiracji eksplodującymi gwiazdami dającymi początek życiu opartemu na węglu i wodzie. Pierwsze lata twórczości Certamena to była wojna z materią przedmiotu i słychać że szlifował swój warsztat. Płyty z ostatnich kilku lat to już widoczny znak wyrobienia sobie marki –są przemyślane, pomysłowo zagrane i ciekawie zaaranżowane. Teraz już z lekkością profesjonalisty tworzy doskonale sekwenserowe płyty. Nie dziwię się że zainteresował się nim SynGate a dziwię się że wydał tylko kilka jego płyt. Na tym krążku zwróciłbym uwagę szczególnie na środkową część czyli „Ashes to ashes dust to life”. Naprawdę polecam całość bo słucha się ją z wielką przyjemnością.
CERTAMEN-...AND LIFE GOES ON’08
Dodał Bownik na tej płycie fortepianowe spokojności (Soulmate, Whispering Voices) jako przerywniki dłuższych form. A te jak zwykle są na dobrym, światowym poziomie czyli sekwenserowe pasaże wsparte dużą ilością perkusacji i ozdobników. I tu wyróżniłbym Inner Struggle.Ogólnie ok.
EL_VIS-OTCHŁAŃ GWIAZD’07
Piotr Lenart ponoć wpadł po uszy w domowe pielesze odkąd w jego domu pojawiła się druga połówka platońskiego jabłka ale nie do końca porzucił swoją pasję. Nadal uskutecznia swoją repetytywną formę melodii a ja nadal uważam że szkoda, że nie rozbudowuje tego w bardziej kosmiczne suity. Fakt że opanował swój styl do perfekcji i tworzy piękne obrazy które aż rwą się aby pozwolić im zerwać okowy formy –radzę się wsłuchać w przepiękne Taksis czy w Green Amper gdzie słychać echa TD. Ciekawy też jest z lekką dozą Moriccone, Promień Atomowy. Bardzo udana płyta.
KAMAL-BLUE DAWN’89
Ten niemiecki muzyk zafascynowany kulturą dalekiego wschodu stawiany jest na jednej półce New Age obok Deutera czy Karunesha. A tymczasem to moja pierwsza pełnowymiarowa styczność z tym artystą. Kamal znakomicie wykorzystuje wszelkie integrencje przypisane New Age korzystając w instrumentarium głównie z brzmień fortepianu, fujarki, ksylofonu i lekkiego podkładu perkusyjnego. Płyta zawiera siedem świetnie nadających się do relaksacyjnego słuchania kompozycji. Nastrojowe, spokojne melodie przeplatają się z bardziej żwawymi radosnymi dźwiękami. Słychać profesjonalizm połączony z talentem. Szczególnie polecam wspaniałe przebojowe „wszystkie kukułki tańczą w drzewach mango” z niesamowitą solówką na ksylofonie. Zresztą cała płyta jest znakomita. Gorąco polecam.
NERIOUS – WOLNE DROGI’08
Na tej króciutkiej bo ledwo ponad 30 minutowej płycie Nerious zapowiadał ostrzejsze klimaty i granie z domieszką nowych brzmień. Jakoś nie za bardzo mogę to usłyszeć –choćby sympatyczne 2 gdzie mamy miły dla ucha klasyczny el kawałek osadzony w tradycji lat 70 tych. Ciekawe
O’HEARN PATRICK-GLACIATION’07
Jakby tu opowiedzieć o pięknie zlodowaceń ? Język muzyczny musi być równie prosty i zarazem krystalicznie czysty jak owe lodowe twory. Te dziwy natury za pomocą dźwięków O’Hearn stara się oddać w 13 króciutkich impresjach. Używa ascetycznych środków jak choćby gitara bez prawie żadnego tła ((Intension And Objective czy Under Weigh) czysto ambientowych form ((The Approaching Ice, Upon Solitary Expanse,Glaciation, Gradual Understanding) subtelnej el (Our Temperable Host) czy typowego SM (Resourful Adaptation). Ogólnie wciąga swą aurą. Polecam.
RHODES BILL-MUSIC FOR THE NEXT CENTURY’92
Kolejna propozycja tego wykonawcy wydana w IC. I kolejna którą trudno skategoryzować. Blisko tu do jazzu a to głównie przez to że muzyka brzmi jak wprawki na nowym syntezatorze utrwalone na CD. Choćby Steel Drum Intro i Silicon Island to to samo tyle że pierwszy właściwie opowiedziany jest jedną barwą zaś drugi rozbudowany. Całość należy potraktować jako muzykę instrumentalną, której blisko do stylu z rysunkowych filmów dla dzieci (wzorcowo Optimism) gdzie j osobiście słyszę hertlowski minimalizm. Dość trudne w odbiorze.
SYNERGY-AUDION’81
Każda płyta Larry Fasta to interesujący zbiór nagrań. Od strony technicznej sporo tu nowinek jak na tamte czasy, mikroprocesorów kontrolujących czy komputerów wziętych prosto z laboratoriów poszukiwawczych. Muzycznie króciutkie Orbit Five przypomina Vangelisa z tamtych lat ale już Revolt At L-5 przynosi oryginalny styl Fasta czyli ciężkie dźwięki osadzone w zredukowanym elektronicznym tle. Na tamte czasy zastosowane tamże brzmienia są rewolucyjne i dzisaj słucha się tego znakomicie –a to niekonwencjonalna i też niezbyt łatwa w odbiorze elektronika sięgająca korzeniami do rocka progresywnego tyle że w złagodzonej wersji a to nie waha się też przed sięganiem do tradycji muzyki symfonicznej (Falcons And Eagles) czy nawet dworskiej (Shibolet). Zwieńczeniem płyty jest znakomite An End To History –prawdziwy elektroniczny evergeen czyli klasyk gatunku. Subtelna melodia rozpisana na ciekawe brzmienia. Choćby dlatego ląduje w kategorii polecam.
ARTMEJEW ARTIEMYJ-THE WARNING’93
Ta płyta zaskoczyła mnie albowiem nastawiłem się na ambient który w wykonaniu tego Rosjanina brzmi rewelacyjnie. Tymczasem ta płyta ma walory muzyki instrumentalnej nawet można rzec ilustracyjnej (ojciec Artmejewa, Edward był znakomitym kompozytorem filmowym) gdzie artysta wplata choćby odgłosy widowni cyrkowej nie boi się używać brzmień tylko organów zarazem tworząc klimat elektroniki dla wymagającego odbiorcy korelującej z przestrzennym i melodyjnym el gdzie nawet sekwenseruje! Wielopoziomowa płyta –dla smakoszy.
BORISOV ALEXEI-POLISHED SURFACE OF A TABLE’04
Ten urodzony w 1960 roku w Moskwie artysta wydał w Electroshocku Artmejewa tylko tą jedną pozycję. Wcześniej był znany z kontrowersyjnych zachowań i nagrań w kapelach new wave. Jego 3 pozostałe albumy art/noise/industrial wydał u innego radykalnego eksperymentatora dźwięku Fina Antona Nikkili. Z początku wydaje mi się że może coś z nośnikiem ale nie –te dziwne, prawie że upiorne dźwięki to ekstremalne eksperymenty ze stereo. Odtwarzane od tyłu ścieżki wymieszane z nieokreślonymi odgłosami plus szumy trzaski sprzężenia mogą szokować i zaskakiwać jako awangardowe przez 10 minut później zaczyna to irytować... Przypomina mi to Mimikry Paula Wirkusa.
E=MOTION-DRIFTING LOOPS’08
Najnowsza produkcja producenta, kompozytora i wydawcy czyli mózgu Underwater Music Jacka Sprucha. Pierwsze co mnie uderza to przepiękna okładka czyli ciekawe zdjęcie ożaglowania na tle błękitu nieba. Spruch sięga nadal po najbardziej tradycyjne granie osadzone w szkole berlińskiej. Co prawda pierwszy utwor przypomina mi El_Visa ale już Old Schooner z prawie metafizycznym sekwenserowaniem potwierdza moje przepuszczenia że to tylko chwilowa odskocznia. Dużo tu grania w stylu TD lat 90-tych ale są też interesujące tematy takie jak Chilling Base a zwłaszcza Waves’n’Base. Ciekawe.
G.E.N.E.-FLUTING PARADISE’92
Bardzo lubię ten projekt pani Cleo de Mallio i jest sporo płyt z jej dyskografii które szczerze polecam chociażby wydany w tym samym roku Diving Dreams. Ale z tą płytą jest tak że te fletowe pieśni zbyt mocno są zdominowane przez uczestniczącego aktywnie w tej formacji Michaela Weissera, który przemyca dźwięki znane z Software czyli te charakterystyczne świszczące wysokie dźwięki plus spokojna perkusja (Fluting Flame). Głównym instrumentem pozostaje flet ale jednak zamiast New Age idzie to wszystko w stronę elektroniki. Choć czasami wycisza się i to mocno (Melting Snow ) lub idzie ku New Age (Whispering Brook) ro jednak nie wrzuciłbym ją do worka NA. Płyta zadziwiająco spokojna i mało przebojowa jak na GENE.
NEW COMPOSERS & STOUTE BOB-MAGNITOLA’95
Byłem bardzo ciekaw jak brzmią solowe nagrania tych Rosjan olśniony zawartością obu części Planetarium zrobionych razem z Kuhlmannem. Ten krążek to ich debiut –z drżeniem serca umieszczałem go w odtwarzaczu. No i cóż, nie jest to ambient ale takie elektroniczne bujanie w obłokach trochę nawet przypominające Kitaro z wczesnego okresu (Part 1 – Somnambula 4 ). Part 1 – Somnambula 5 przynosi już interesującą kompozycję, wpadające w ucho harmonie i zaczyna być już bardziej dynamicznie. Mój ulubiony to lekko patetyczne, kosmiczne Part 2 – Hyperbola 4. Trochę się rozczarowałem gdyż nastawiłem się na koleje arcydzieło a tymczasem to „tylko” bardzo ciekawe granie... oczywiście polecam.
PINHAS RICHARD-EAST WEST’80
Dokonania kapeli Heldon jakoś mnie nie olśniewały zaś solowe kompozycje Pinhasa opierają się na rocku progresywnym w najlepszym wydaniu czyli sięgając po twory Yes, Genesis czy King Crimson. Taki jest też początek (i ostatni utwór) ale potem dochodzi do głosu elektronika wcale nie mająca charakter poszukujący gdzie autor nie stara się zbytnio przypodobać słuchaczowi a tworzy interesujące melodie (Sense Of Doubt, Kyoto Number 3, a zwłaszcza Beautiful May ). Zaskakuje też kompozycją śpiewaną w modnej wówczas manierze synth popu czy New Romantic jak kto woli (West Side). Wiele zmiennych powoduje że ta rzecz jest ciekawa i da się dobrze słuchać
SCHOLL BERND- TALES OF FANTASY’82
Po porzuceniu gry z różnymi formacjami rockowymi Scholl zapragnął zająć się solowymi projektami. Ta płyta to jego debiut który doszedł do 3 pozycji English Syntethiser Chart w 1982 roku. To co stworzył na tym krążku ochrzczono jako medidative electronic music. Nagrania brzmią już trochę archaicznie typowo jak na początek lat osiemdziesiątych i są osadzone w duchu improwizacji i oszczędności brzmień. Zwracają uwagę interesujące el rozważania z ciekawym tłem i dobrymi solówkami czyli Janine czy rytmiczne Journey. Całość zanurzona jest wyraźnie w tendencjach rocka progresywnego spod znaku dokonań np. Ricka Wakemana. Smaczny kąsek dla tradycjonalistów.
STEARNS MICHAEL-JEWEL’79
Prapoczątki Stearnsa składające się z dwóch części: Morning i Jewel. Pomruk basu zestawiony z trelami ptaków i wyłaniającą się z nicości narastającą linią dźwięków osadzony jest mocno w ambiencie orientalnym podkreślanym jeszcze wejściami dzwoneczków i narastającą głośnością swoistej muzycznej mantry, która wykręca wyraźnie w kosmiczne meandry obrazowania widoków kosmosu! Ale mrok opatulony gwiazdami przemija –preludium kończy się wraz z pianiem koguta czyli mamy ranek...natężenie dźwięków rozprasza się kierując się w stronę minimalistycznej linii zestawionej znowu z porannymi odgłosami ptaków by wpaść w iluminacyjny nastrój kończąc tą suitę pełnym rozmachu zwieńczeniem. Uwielbiam takiego Stearnsa- kondensującego niesamowite klimaty w nierozwlekłych, ciekawych formach. Opowieść o biżuterii zaś ma charakter ascetycznego ambientu – prostego jak proste jest piękno diamentu...
SHANTI OLIVER-SHAMAN’97
No i Shanti zabrał się za indiańskie pohukiwania ...Swego czasu była moda na tego typu native music. Ale Shanti to nie byle grajek i robi to w znakomitej oprawie na tyle nośnej że spodoba się wszelkim miłośnikom nju ejdżowo relaksacyjnego grania. Nie stroni od interesującej, komercyjnej muzyki tworząc ciekawe połączenie z indańskimi zaśpiewami( choćby fenomenalne Trail Of Tears). Żeby nie nudzić utwory są dość krótkie ale jest ich aż 16. Słucha się świetnie więc polecam. A przy okazji – po 6 latach ukrywania się przed policją, ścigany za notoryczne molestowanie dzieci, został wreszcie złapany w czerwcu tego roku w Portugalii...
Kiedyś myślałem, że ta ewolucja jest prawdziwa. Dlatego że znałem tylko ją i to co pisało w biblii. Ponoć ludzie bardzo dawno temu żyli równocześnie z astrolopitkami i tymi innymi człekokształtnymi, jest to udowodnione. Obejrzałem dużo ciekawych programów na ten temat i zmieniłem zdanie odnośnie ewolucji ludzi. Mogliby oni przeżyć w epoce dinozaurów, jednak nakłada się kolejna teoria która mówi, że ludzie pochodzą z ziemi „Atlantyda”. Aktualnie przejście do tych podziemi jest w szczelinach gór, ale rządy amerykańskie zajęły te terytoria.

Tekst zaczerpnięty z http://apokalipsy.fora.pl/viewtopic.php?t=470

Czy istnieją podziemne światy?

W 1946 amerykański pisarz Richard. S. Shaver na łamach czasopisma „Amazing Stories” umieścił swoją niezwykle sugestywną i pełną szczegółów wzmiankę o tajemniczym mieście zlokalizowanym pod ziemią, tuż pod budynkami Nowego Jorku.

W jak bardzo wierny sposób historia ta została przekazana niech świadczy poniższy jej fragment:

„Wśród zwartych, pierwotnych skał bazaltowych, stanowiących podstawę obecnych Stanów Zjednoczonych, głęboko wewnątrz solidnych mas czarnej skały, gdzie nie przenika nawet woda, leży miasto. Miasto to nie jest aż tak dobrze znane, jak leżący ponad nim nowoczesny Nowy Jork, ma jednak sprzymierzeńców, wrogów i slumsy, ma swych lordów i bogaczy. Jest częścią prastarego, zapomnianego, podziemnego świata, nie całkiem obcego ludziom mieszkającym na powierzchni; jest nie rozpoznaną straszliwą prawdą, złowrogim elementem życia, jest częścią naszej cywilizacji, znajdującą się pod naszymi stopami, nazwanej przez tych ‘którzy wiedzą’ - Zamaskowanym Światem. Podziemny świat jest skomplikowaną plątaniną wielopoziomowych, wydrążonych przez tytaniczne moce jaskiń, które sięgają każdego miejsca pod powierzchnią naszego współczesnego świata. Jednak pod Nowym Jorkiem prastare trakty zbiegają się w skupisko siedzib większe niż gdziekolwiek indziej na wschodzie USA. Ten podziemny świat istnieje tylko w niewielkiej części; jego większość jest do tej pory nie zbadana. Wszystko to zaś jest dziełem rąk starożytnej rasy, która opuściła Ziemię tysiące lat temu”.

Jak się łatwo domyśleć, efekty ukazania się w ówczesnych czasach tego typu informacji na łamach powszechnej prasy nie pozwoliły na siebie długo czekać. Cała masa nowojorczyków rozpoczęła na własna rękę poszukiwania tajemniczego podziemnego świata ukrytego pod ich miastem. Podobno w pewnych okresach euforia ta przybierała rozmiary przewyższające okresami nawet słynną gorączkę złota na Alasce, a do jej opanowania potrzebne były aż oddziały władz stanowych. Wszystko uspokoiło się dopiero wówczas, kiedy z oficjalną informacją wystąpili eksperci Białego Domu - stwierdzili oni, że badania geologiczne nie potwierdzają w żadnym wypadku tego, o czym wspomina Shaver. Niedoszli odkrywcy podziemnych światów zrezygnowali więc z poszukiwań i wraz ze swoimi łopatami, kilofami a przede wszystkim rozczarowaną miną, powrócili do swych domów, po czym o całej sprawie zapomnieli. Jednak nie wszyscy oni dali za wygrana, część badaczy postanowiła dokładniej przyjrzeć się historii Shavera, w wyniku czego okazało się, że została ona przez niego sklecona z wielu przekazów i legend miejscowych Indian. Sam Shaver nie wierzył jednak w tę opowieść zważając na to, że nie widział żadnych dowodów potwierdzających istnienie zarówno owego podziemnego miasta jak i tuneli. Jednakże naukowcy z Instytutu Badań Podziemnych mieli już pierwszy krok za sobą - wiedzieli skąd owe informacje pochodzą, pozostało im więc tylko skontaktować się z osobami o których wspominał Shaver. Po pewnym czasie udało im się spotkać z jednym z członków indiańskiego plemienia Siuksów. Mężczyzna ten, po długich targach i namowach, zdecydował się w końcu powtórzyć wszystkie informacje które przekazał najpierw Shaver’owi. Przedstawił badaczom przygodę która przytrafiła się dziadkowi Indianina - członkowi plemienia Siuksów, noszącemu przydomek Biały Koń.

Pewnego dnia, Biały Koń podczas polowania na bizony na obszarach dzisiejszej Kalifornii znalazł wśród gór dziwne pęknięcie w skale. Po wejściu do szczeliny odkrył długi, wykonany we wzgórzu tunel, a kiedy przeszedł nim pewna odległość w oczy rzucilo mu się słabe, zielonkawe światełko, świecące w głębi korytarza. Po dojściu doń okazało się, że tunel przechodzi raptem w obszerną salę, na środku której siedziało dwoje ludzi - jasnoskóry mężczyzna wraz z kobieta o blond-złotych włosach. Oboje wyglądali na bardzo zasmuconych, a kiedy Biały Koń zapytał ich o powód tego przygnębienia, odparli, iż niedawno zginął ich jedyny syn.

Wytłumaczyli przy tym Białemu Koniowi iż są mieszkańcami podziemnego świata, i pomimo że wiedzą o istnieniu innego świata znajdującego się na górze, nigdy nie mieli okazji ujrzeć kogoś, kto stamtąd pochodzi. Biały Koń był dla nich pierwszą taką osobą. Całe spotkanie trwało bardzo długo, a Biały Koń opowiadał w tym czasie obojgu obcym o tym, jak żyje się na powierzchni, Podziemni zaś w zamian opisywali realia swojego życia w tunelach. Według mieszkańców podziemia, Indianie bardzo dawno temu przywędrowali pod ziemią z nie istniejącego już dziś kontynentu i po pewnym czasie wyszli z tuneli na powierzchnię. Dodali też, że cała ludzkość, jaka żyje na ziemi jest tak naprawdę potomkami mieszkańców owego tajemniczego i zaginionego kontynentu. Kiedy Biały Koń zdecydował się już wracać, para mieszkańców podziemia obdarowała go żelaznym talizmanem, który emitując nieznane światło potrafił „topić skały, ścinać drzewa i zamieniać piasek w kamień”. Talizman ten, po śmierci Białego Konia został pochowany wraz z nim. Spoczywał przy zasuszonych zwłokach mężczyzny, jednakże pewnego dnia zniknął i nikt nie potrafi wyjaśnić, co było tego powodem.

Na pierwszy rzut oka cała ta historia wydaje się być tylko kolejną z wielu bajek, jakimi mogą obdarzyć współcześnie żyjącego człowieka pierwotne ludy dowolnego kontynentu na Ziemi. Jednak dr Harold Wilkins, zanim zdecydował się odsunąć tę opowieść na bok, postanowił porównać je z opowieściami innych plemion. I tu niespodzianka - dokładnie o tym samym, o tunelach, podziemnym świecie i zaginionej wyspie, wspominali członkowie wielu innych szczepów Indiańskich, m.in. Apaczów i Szoszonów. Pierwsi wierzą np. że ich odlegli w czasie przodkowie trafili na kontynent amerykański tunelami, przybywając z wielkiej, „ognistej wyspy” zlokalizowanej na Wschodnim Oceanie, na której to znajdował się m.in. wielki port z murowanym wejściem.

To samo mówią Szoszoni - wg ich wierzeń, przodkowie zamieszkujący Florydę przybyli na nią tunelami z wielkiego lądu, znajdującego się po środku Atlantyku. Do tego ich skóra była całkiem biała a po wyjściu z tychże tuneli natknęli się oni na cały szereg innych budowli, należących do wcześniejszych cywilizacji. W tym momencie widać już wyraźnie, ze przekazy te idealnie pokrywają się ze wspomnieniami o Atlantydzie - legendarnej (a wg naukowców mitycznej) wyspie znajdującej się na środku Atlantyku, której istnienie jak i nagłą zagładę opisał Platon w jednym ze swoich dzieł. Tylko jakim cudem Indianie amerykańscy przeczytali dzieła Platona??? Badacze nie potrafili tego jednoznacznie wytłumaczyć, postanowili wiec znaleźć chociażby najmniejsze ślady potwierdzające słowa Indian - pragnęli odkryć chociaż pozostałości po tunelach. Nikt z nich nie spodziewał się wówczas jeszcze, że owe tunele zostały najprawdopodobniej po części odkryte już 11 lat wcześniej. Odkrywcą ich był Frank White, geolog i archeolog, który w 1935 roku w Kanionie Kolorado natknął się na resztki jakichś podziemnych konstrukcji. Oto co czytamy w jego notatkach:

„Wzdłuż kanionu rzeki Colorado występują miejsca, w których przy pewnym oświetleniu można dostrzec wyryte głęboko w skałach strzałki. Poszukiwacze przemierzający pustynie Gila i bezludne, nękane pragnieniem i upałem tereny Arizony uważają, ze są to drogowskazy do ukrytych siedzib niezwykle starych ras ludzkich; są to może pomniki jakiegoś nieznanego ludu, którego pogrzebane w ziemi świątynie mogą być wspanialsze niż egipskie piramidy. A to wszystko o dzień marszu od San Diego.”

Cóż, przyznać trzeba że to jednak nie wiele - w końcu nie ma tutaj bezpośredniej wzmianki o tym, iż White osobiście widział i penetrował owe podziemia - jednak najlepsze dopiero czekało na naukowców z Instytutu Badań Podziemnych. Zainteresowani zbieżnością wielu przekazów tak rożnych plemion, a przy tym zachęceni efektem poszukiwań White’a, postanowili zebrać fundusze i uwzględniając wszystkie posiadane informacje zbadać rozlegle tereny Kalifornii pod kątem istnienia w nich podziemnych tuneli i budowli.

Początkowo efekty były mizerne, lecz to na co natknęli się badacze po trzech latach poszukiwań przerosło ich najśmielsze oczekiwania - pod górą Mt. Shasta okryli oni na przeszło 260 km idealnie wykonanych w skale korytarzy. Najbardziej zaskoczyła ich idealna gładkość ścian, pokrytych czymś w rodzaju stopionego szkliwa. Wszystko wskazywało jednoznacznie na to, że tunele te zostały wykonane metodą topienia skał a nie ich wykuwania! To też tłumaczyło, gdzie podziały się całe setki ton gruzu i ziemi, jakie z pewnością musiały by być gdzieś usuwane na zewnątrz z wykuwanych korytarzy. Najprawdopodobniej owe 260 km na jakie natknęli się badacze były tylko skromną częścią o wiele rozleglejszej sieci, która jednak została z czasem zniszczona przez tamtejsze trzęsienia Ziemi i obruszenia się skał.

Radość z odkrycia nie trwała jednak długo. Pomimo bowiem tak spektakularnych efektów poszukiwań cały zespół Instytutu został odsunięty od badań a teren wokół góry Mt.Shasta szczelnie zamknięty. Pretekstem było rzekome budowanie w tunelach podziemnej bazy dla armii Stanów Zjednoczonych. Przez pewien czas dostęp do Mt.Shasta był całkowicie zabroniony osobom nieupoważnionym, stan ten zmienił się dopiero po kilku latach, kiedy społeczeństwo o całej sprawie już zapomniało. Co ciekawe, ci którzy nadal próbowali czegoś się dowiedzieć na temat „szklanych tuneli” byli dalej w swych działaniach ograniczani i odsyłani z kwitkiem. Powód - trwający po dziś dzień w tamtych okolicach, rządowy projekt o dość dziwnej nazwie „Polodowcowych przestrzeni pod skorupą ziemską”. Nie wiadomo więc, co znajdowało się dokładniej pod górą Mt.Shasta ani też jakie prace przeprowadza się tam obecnie - wyniki tych ustaleń i badań ciągle są okryte klauzulą tajemnicy. Jedyne czego można być pewnym to fakt, że tunele naprawdę istnieją. Co zatem z tajemniczym, podziemnym światem o którym wspominała przygoda Białego Konia? Może on także istnieje - i to jest przyczyną trzymania w tajemnicy wyników badań pod Mt.Shasta - a może jego realność to tylko kwestia legendy? Jak jednak mówią dalej w swoich przekazach Szoszoni i co rzekomo zostało im przekazane przez tzw. Wodza Światła, który miał do nich przybyć „z podziemi gór znajdujących się w Tybecie”: -

„Przyjdzie dzień, w którym narodzą się mgły i sztormy. Nagie góry pokryją się lasem, a Ziemia się zatrzęsie. Największe i najpiękniejsze miasta strawi ogień. Ojciec powstanie przeciw synowi, a matka przeciw córce. I przyjdzie zniszczenie na ciało i duszę. Wtedy ja wyślę ludzi jeszcze nie znanych, którzy wyrwą chwast szaleństwa. Ziemia zostanie oczyszczona śmiercią narodów, a wtedy lud podziemi wyjdzie z jaskiń ku Słońcu...”.

Pomijając już w tym przekazie samą treść, wskazująca - tak jak u wielu innych religii - na nadejście nieuchronnego Końca Świata, zastanawia w tej całej historii kilka innych rzeczy. Po pierwsze, że wiara w istnienie podziemnych tuneli łączących rożne rejony świata nie jest domeną tylko i wyłącznie ludów pierwotnych Ameryki Północnej. Takie same informacje możemy również znaleźć wśród wielu ludów Am. Południowej, a ostatnio zaś dość głośna stała się sprawa powiązania Wyspy Wielkanocnej z Indiami - wg wierzeń dawnych mieszkańców wyspy, miała być ona połączona z kontynentem azjatyckim podziemnym korytarzem, umożliwiającym mieszkańcom obu miejsc wzajemne przechodzenie do swoich krajów. Brzmi to absurdalnie, jak jednak wytłumaczyć niedawno odkryte na Wyspie Wielkanocnej cale szeregi powiązań z hinduizmem, począwszy od pewnych podobieństw językowych, aż po niektóre tematy zdobnicze stosowane przy rzeźbach i budowlach? Kolejną sprawą jest również wzmianka Szoszonów o Wodzu Światła, który miał do nich przybyć „Z podziemi gór znajdujących się w Tybecie”.

Każdy, kto interesuje się dokładniej tematem zaginionej cywilizacji, która egzystowała na Ziemi jeszcze przed czasem potopu, z pewnością słyszał o tybetańskim ‘podziemnym mieście’ - Agartha. Wg starożytnych przekazów miało to być jedno z wielu miejsc (po m.in. Wielkiej Piramidzie) w których została złożona i uchroniona przed zniszczeniem wiedza i spuścizna wspomnianej przedpotopowej cywilizacji. Być może wiec Agartha jest właśnie częścią, lub też nawet tym samym podziemnym miastem, skąd Wódz Światła przybył na kontynent amerykański.

Dziwne przekazy na temat podziemnych konstrukcji czy wręcz całych światów lub społeczności egzystujących pod powierzchnią naszej planety nie są jednak, jak się okazuje również specjalnością kultur starożytnych. Wręcz przeciwnie - tego typu relacje spotkać możemy również w czasach nam jak najbardziej współczesnych! Oto bowiem historia, która wydarzyła się w 1986 roku w angielskim miasteczku Showbury. Pięcioletni wówczas Brian Stone bawił się na podwórku pod okiem swej matki, jednak wystarczyło zaledwie kilka minut aby kobieta stwierdziła, że chłopczyk gdzieś zniknął. Czas ten nie pozwalał jednak na to, aby malec oddalił się na dużą odległość, tym większe wiec było zaskoczenie wszystkich biorących udział w poszukiwaniach, kiedy okazało się, że Brian naprawdę przepadł jak kamień w wodę. Poszukiwania trwały trzy dni i brały w nich udział nie tylko oddziały miejscowej policji ale również znaczna większość mieszkańców miasteczka. Po tychże trzech dniach Brian jednak się raptem odnalazł - znaleziono go przed własnym domem, całego i zdrowego, chociaż bardzo zmęczonego. Największą jednak sensację wywołało to o czym opowiedział. Cała jego przygoda zaczęła się od tego, iż Brian postanowił udać się do pobliskiego zagajnika, rosnącego tuż koło domu jego matki. Idąc wśród drzew natknął się nagle na „dziurę w ziemi”, do której po krótkiej chwili zdecydował się wcisnąć. Wewnątrz trafił na wąski ale długi korytarz, który zaprowadził go do ciasnego wyjścia zlokalizowanego w „bardzo zielonym miejscu”. Wg słów Briana w miejscu tym nie świeciło żadne Słońce, niebo było ciemnozielone, natomiast ziemia nieco jaśniejsza, przypominająca kolor khaki (Brian wskazał ten kolor po podsunięciu mu różnych próbek). Panował tam również, jak on to określił „niezupełny wieczór”.

Co ciekawe chłopiec upierał się też, iż w owym dziwnym miejscu zauważył „śmieszne, małe zwierzątko”, kicające na tylnych łapach podczas gdy przednimi, o wiele krótszymi „wymachiwało na boki” jak dziecko udające ptaka. Całe zwierzątko było pokryte zielonym futrem z pomarańczowymi plamkami. W chwile później pojawiło się obok chłopca troje ludzi - kobieta i dwóch mężczyzn. Oni również mieli zieloną skórę, a do tego ciemnobrązowe włosy. Koloru ich oczu Brian nie potrafił określić, powiedział jednak ze ich ubrania „mocno błyszczały”. W pewnej chwili jeden z mężczyzn wyciągnął z torby coś w rodzaju jakiegoś aparatu, przytknął go do ramienia chłopca i to była ostatnia rzecz która Brian zapamiętał.

Ocknął się dopiero przed swoim domem, otoczony przez poszukujących go dorosłych. Rzecz jasna całą tę opowieść również można potraktować jedynie jako wymysł, fantazje, bądź ewentualnie sen młodego Briana. Nie udało się jednak ustalić gdzie Brian spędził faktycznie owe trzy dni. Próbowano też badać go pod kątem zażycia jakiegoś narkotyku, względnie podania go Brianowi przez inna osobę, ale i te wyniki nie wykazały niczego takiego.

Czyżby wiec Brian mówił prawdę, jednakże ze względu na swój młody wiek sam nie potrafił swego przeżycia „ubrać” w bardziej wiarygodne słowa? Całkiem możliwe, tym bardziej że o podobnym przypadku, aczkolwiek jakby z odwróconymi rolami, czytamy w angielskiej kronice z 1200 roku. Autorami dwóch wzmianek, dotyczących tej samej historii, datowanej na 1154 rok, są William z Newburgh oraz opat Ralph z Coggoshall. Tamtego roku, w maleńkiej wiosce o nazwie Woolpit w hrabstwie Suffolk, akurat trwały żniwa. Kiedy chłopi zbierali zboże ze swoich pól, raptem dostrzegli dwoje małych dzieci wyczołgujących się z pobliskich zarośli, byli to chłopczyk i dziewczynka. Najdziwniejsze w tym wszystkim było jednak to, że oboje mieli zielona skórę oraz ubrani byli w dziwacznie skrojone, na pewno nie pasujące do okolic Suffolk, stroje. Kiedy zostały dostrzeżone przez rolników podniosły się z ziemi i zaczęły

„jak obłąkane biegać po polu, dopóki żniwiarze nie schwytali ich i nie zaprowadzili do wsi, gdzie zebrał się wszystek lud, by przyjrzeć się cudowi”. Jak dalej podaje opat Ralph „Nikt nie rozumiał ich mowy, Gdy prowadzono je do domu rycerza sir Richarda de Colne w Wikes, rozpaczliwie płakały. Podawano im jedzenie lecz nie tknęły niczego. Dopiero gdy przyniesiono zieloną fasolę z łodygami, rzuciły się na nią. Otwierały łodygi - nie strąki - i nie znalazłszy ziaren - znów płakaly. Dopiero obecni pokazali im, jak znaleźć fasolę, która zjadły ze smakiem”.

Zielona para do końca swoich dni żywiła się w zasadzie tylko fasolą. Chłopiec nie żył długo, zmarł po kilku miesiącach od dnia znalezienia go na polu. Przez ten cały czas sprawiał wrażenie zasmuconego i ciągle zmęczonego. Zaś dla odmiany, dziewczynka z zieloną skórą bardzo dobrze czuła się w nowym świecie i nie miała większych problemów z przystosowaniem się do naszych warunków. Nauczyła się nawet jeść nasze potrawy, a do tego jej zielony kolor na skórze jakby nieco zbladł. Zdecydowano więc o tym, aby dziewczynę ochrzcić, po czym została ona już na stałe w zamku sir Richarda. Nie była jednak taka jak inne niewiasty w jej wieku - wg przekazów opata Ralpha dziewczyna była rozwiązła i bezwstydna w swoim zachowaniu. Pomimo to, jakiś czas później zdecydowano się wydać ją za mąż za mężczyznę z pobliskiego Kings Lynn. Najwięcej udało się dowiedzieć od dziewczyny dopiero po tym, jak nauczyła się miejscowej mowy. Zapytana o kraj z którego pochodzi odpowiadała, że jej świat jest

„cały zielony, nie świeci tam żadne Słońce i ciągle panuje półmrok, a wszyscy ludzie - tak jak ona - posiadają zieloną skórę”.

Pytana o to, w jaki sposób dostała się ze swojego świata do naszego wyjaśniła, iż któregoś dnia pilnowała wraz z bratem stada swoich zwierząt (niestety kroniki nie podają cóż to były za zwierzęta i jak wyglądały). W pewnej chwili oboje usłyszeli, nieznany im wcześniej, dźwięk dzwonu, dochodzący z niewielkiej jaskini. Wraz z bratem weszli do niej i po przejściu długim korytarzem wydostali się na powierzchnię w naszym świecie. W jednej chwili jednak jasno świecące Słońce i upał całkowicie ich zaskoczyły, po krótkiej chwili oboje zemdleli. Kiedy po jakimś czasie ocknęli się, ze strachem zaczęli szukać wejścia do tunelu aby wrócić do domu, jednak wówczas zostali zauważeni przez „białoskórych” rolników na polu.

Wszystkie te opowieści skłoniły poszukiwaczy do tego, aby spróbować odnaleźć tajemnicze wejście prowadzące do tuneli i zielonych światów. Niestety, pomimo solidnych poszukiwań, do dzisiaj nie udało się go zlokalizować. To samo dotyczy „dziury w ziemi” do której w 1987 roku wszedł Brian Stone. Jednak może zastanowić fakt, ze kiedy zerkniemy na mapę Anglii, to okaże się, że Woolpit wspomniane w kronikach i Showbury w którym mieszkał Brian, dzieli bardzo mała odległość. Może wiec istotnie w tamtej okolicy znajduje się wejście do jakichś podziemnych tuneli, bez względu już na to czy historie o „zielonym świecie” to prawda czy fikcja? Zastanawia również fakt, ze hipotetyczni mieszkańcy „zielonego świata” którzy spotkali się z Brianem, zdecydowali się odstawić go na swoje miejsce, zatem oni również muszą zdawać sobie sprawę z możliwości przejścia z ich świata do naszego. Kiedy więc głębiej nad tym pomyślimy i przypomnimy sobie o przekazach starożytnych Indian, o odkryciach w Kalifornii i pod górą Mt.Shasta, o opowieściach z czasów nam współczesnych jak i o tych które możemy przeczytać dzięki średniowiecznym skrybom, musimy dojść do wniosku, że historie te, są przynajmniej w pewnej mierze prawdziwe. Pozostaje więc mieć nadzieje, że ktoś kiedyś zdecyduje się zbadać to zagadnienie bez lęku przed uznaniem go za „naukowego wariata”, bądź też bez chęci uczynienia z całego tematu kolejnej tajemnicy, jaka dołączy do zbioru tych, którym ludzkość stawia czoło od niepamiętnych czasów....

Wierzę tez w teorie Danikena. Wdg. Mnie ludzie nie pochodzą od małpy, żyli w tych samych czasach.

>